Nie wszystko jest rzeczą moralności. Nie wszystko jest kwestią sumienia czy wstydu. Jest jeszcze problem dobrego smaku. W starej anegdocie o Franciszku Fiszerze sławny metafizyk, na pogrzebie aktora Mieczysława Frenkla, całując w czarną rękawiczkę aktorkę ubraną we wspaniałą toaletę żałobną, powiedział: „Pani niewątpliwie była dziś królową pogrzebu”.

Na pogrzebie Jacka Kuronia pierwsze rzędy loży honorowej upchane były całą dynastią. Królami pogrzebu i królami życia. Stawili się in corpore wszyscy, którzy tydzień wcześniej nie przyszli na pogrzeb pułkownika Kuklińskiego. W blasku trumny, w cieple dobroci i przyzwoitości, które odprowadzano z tą trumną do grobu, grzali się zwolennicy przyznania specjalnych rent i emerytur weteranom Służby Bezpieczeństwa, bojownikom o wolność i demokrację, niestrudzenie walczącym ze Zmarłym. Żegnali Jacka Kuronia z demonstracyjnym żalem protektorzy i członkowie Stowarzyszenia „Ordynacka”, zrzeszającego także członków bojówki, która wtargnęła kiedyś w ramach walki ideologicznej do Jego mieszkania, bijąc Jego samego i Jego sędziwego ojca. Możliwe, że w dalszych rzędach, za plecami generała Jaruzelskiego, stali także sami bojówkarze. Może na krzesłach zasiadali śledczy i klawisze. Niewykluczone, że na tym polega właśnie pojednanie narodowe, którego orędownikiem był Zmarły i Jego najbliżsi przyjaciele. Być może, że na tym właśnie polega sukces życiowej drogi Kuronia, choć bardziej wyglądało to na triumf królów Jego pogrzebu. Ładnie jest oddać hołd cnocie, ale wątpliwa jest wartość takiego hołdu, gdy cnota już zatriumfowała.

Leopold Tyrmand napisał we wstępie do „Dziennika 1954″: „Łobuzów i głupców nie trzyma za nogi sumienie ani myśl. Lecz teraz wiem, że nie to najsmutniejsze, iż udręka jest nagminnym udziałem tych, co nie chcą być nikczemni i starają się nie być głupi. Ponure i bolesne jest to, że po latach łajdacy i durnie dochodzą do przyzwoitości i rozsądku, nie walcząc o nic i nie poświęcając niczego – jedynie wymykając się konfrontacjom ze złem aż do czasu, gdy słuszność i uczciwość zwycieżą same, przy pomocy historii lub tylko mody”.

Wszystko można wytłumaczyć racjonalnie, nad każdym pochylić się rzewnie i ckliwie, z franciszkańską dobrocią. Ale pozostaje jeszcze kwestia dobrego smaku. -