Strasznie dużo słyszy się w Polsce narzekań na rodzimą produkcję filmową i telewizyjną. Głupie, nudne, oderwane od życia, prymitywne. Filmowcy replikują, że nie mają pieniędzy na realizację ambitnych projektów kinowych, a telewizje, zapatrzone w fetysz oglądalności ulegają najpospolitszym upodobaniom widzów. Zdolni reżyserzy w ogóle nie są dopuszczani do robienia filmów. Najlepsze scenariusze są odrzucane. Ale to wszystko są wykręty. Prawda jest taka, że brakuje w Polsce prawdziwej inicjatywy i woli tworzenia. Gdyby ktoś chciał naprawdę robić filmy, to nie oglądałby się na sponsorów, komisje scenariuszowe, producentów, tylko brał się do roboty. Prawdziwemu artyście w nakręceniu filmu nie przeszkodziłby nawet brak kamery.

Na szczęście nie wszędzie na świecie mamy do czynienia z filmową dekadencją. Są jeszcze ludzie wrażliwi i chętni, aby robić filmy wbrew wszystkim przeciwnościom losu. W dalekim Ussuryjsku, na jeszcze dalszym Dalekim Wschodzie były kryminalista Witalij Diomoczka, ksywa Bednarz, nakręcił serial „Spec”, do którego napisał scenariusz i muzykę. W tym serialu z życia reżysera, który opowiada o wyczynach lokalnej bandy złodziei i gangsterskich porachunkach jedynie milicjanci są grani przez aktorów. Pozostali, to znaczy złoczyńcy, to nawet nie naturszczycy. To po prostu gangsterzy w rolach własnych. Taki serial ma piętno autentyzmu, którego nigdy nie uda się osiągnąć bandytom w polskich filmach, granym przez absolwentów PWST. „Co ty kurwa wiesz o zabijaniu” brzmi inaczej w ustach mordercy, niż w ustach Bogusława Lindy. Inny kaliber.

W Ussuryjsku potrafią zrobić film. A u nas nie. Czy nie lepiej byłoby, gdyby „Masa”, zamiast kisić się w więzieniu i sypać jako świadek koronny, dostał kamerę, wziął „Wołowinę”, „Cielęcinę”, „Wieprzowinę”, paru autentycznych biznesmenów i paru polityków, a zatrudnił tylko Żebrowskiego jako prokuratora krajowego, Kondrata jako policjanta i nakręcił serial z życia III Rzeczypospolitej? Powodzenie zapewnione, a autentyzm nie do podważenia przez krytykę. Jagiełło z Sobotką też mogliby, zamiast jeździć na rozprawy zrobić film „Stars of Starachowice”. Nie wątpię, że gdyby Rywin wziął się za kręcenie obrazu „Oni trzymali władzę”, Aleksandra Jakubowska z radością odegrałaby rolę gwiazdy u boku pierwszego amanta Czarzastego. Byłby to pierwszy w dziejach kinematografii film zrecenzowany na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej”. A „Reanimacja” w reżyserii Marka Borowskiego, politthriller, to dopiero byłby gwóźdź programu. A nawet dwóch programów – filmowego i politycznego.

Gdyby robieniem filmów zajęli się ludzie, którzy czegoś już w życiu dokonali i do czegoś doszli, tacy jak Bednarz z Ussuryjska, zarzucilibyśmy świat naszymi filmami. Toteż nie kwękać, tylko do roboty. Pokażcie Polakom, jak żyjecie, a oni się wam odwdzięczą. I też wam pokażą.