Kto powinien być szefem Agencji Wywiadu w Polsce? Za czasów PRL sprawa była prosta. Szefem wywiadu musiał być agent. Po prostu mówiąc, czekista. Teraz sprawa się pokomplikowała. Wobec braku imperatywu kategorycznego przy wyborze naczelnego wywiadowcy szefem wywiadu może być każdy. I to jest poważne utrudnienie. Jak się ma do dyspozycji wszystkich, to nikt nie jest dostatecznie dobry. Wybiera się więc raczej z kręgu ludzi bliskich ideowo.

Jak u władzy jest lewica, to z lewicy, a jak prawica, to na odwrót. Słuszność takiego postępowania jest oczywista, mimo że ktoś naiwny mógłby wyrazić zdziwienie, po co kierownikom wywiadu zagranicznego orientacja polityczna. Oczywiście wyśledzenie czegoś w kraju ościennym nie jest zależne od tego, jaki szef AW ma stosunek do aborcji albo czy uważa, że redystrybucja dochodów ważniejsza jest od samych dochodów. Natomiast już sukces grzebania w rodzimych teczkach tajnych specjalnego przeznaczenia, co jest ubocznym wprawdzie, ale ważnym elementem pracy AW, stanowczo zależy od tego, jakich szef ma wspólników ideowych.

Przy tak pojmowanej powszechnie w kręgach klasy politycznej misji wywiadu zagranicznego RP premier Marek Belka dokonał wyboru najgorszego z możliwych. Desygnował na to stanowisko Andrzeja Ananicza i na dodatek zaprezentował go jako kandydata apolitycznego. Oburzyło to przede wszystkim SLD. – Ananicz apolityczny? – zagrzmiał Krzysztof Janik. – Akurat. Ananicz ma bardzo wyraźne poglądy polityczne. Jasne jest, że kogoś, kto ma wyraźne poglądy, SLD nie może zaakceptować. Gdyby miał poglądy niewyraźne, to co innego. Byłby jak kierownictwo SLD i nadawałby się do towarzystwa.

Opozycja też nie akceptuje Ananicza. Konstanty Miodowicz z PO ideowych zastrzeżeń nie ma, ale uważa, że Ananicz nie zna się na wywiadzie. Nie umiałby sobie przykleić sztucznych wąsów ani streścić, co piszą zagraniczne gazety. PiS z kolei uważa, że Ananicz zna się na inwigilacji, ale wyłącznie prawicy. I to w Polsce. A w dodatku mógłby wciągnąć do wywiadu Wachowskiego, a może nawet Wałęsę.

Ponieważ nikt Ananicza nie popiera, ani ideowo, ani personalnie, ani w koalicji, ani w opozycji, pewne jest, że zostanie on szefem Agencji Wywiadu. I nic się nie stanie. Chłopaki z SLD pokrzyczą trochę, że im się dzieje krzywda, a potem z tym większą dyscypliną będą popierać w Sejmie krzywdziciela Belkę. Wszystko poprą, byle tylko nie było przedterminowych wyborów, które są sprzeczne z ich ideowo-politycznym światopoglądem. Chłopaki, nie płaczcie, trzeba się poświęcić z poczucia obowiązku. -