Nie bardzo rozumiem oburzenie, z jakim przyjęto informacje o zablokowaniu przez grupę byłych polskich negocjatorów, obecnie bez stałego zajęcia, nominacji prof. Kleibera na jakieś bardzo wysokie stanowisko w brukselskich strukturach unijnych. Powód blokady ma być taki, że jak prof. Kleiber zajmie bardzo wysokie stanowisko, to wykorzysta limit posad przypadających z klucza Polakom i kilka osób nie otrzyma stanowisk średnich i niskich. Z tej okazji usłyszałem tradycyjne okrzyki o polskim piekle, kompromitacji i wstydzie.

A fe! Jak można tak pokrzykiwać. Dowodzi to tylko braku wyobraźni i wąskich horyzontów. Trzeba myśleć pozytywnie. Trzeba na całą tę sprawę patrzeć od strony realnych korzyści dla narodu. Jest oczywiste, że pozbycie się z Polski kilku osób jest korzystniejsze, niż pozbycie się tylko jednej. Zwłaszcza gdy idzie o osoby sfrustrowane i wplątane w politykę. Jeśli za Kleibera wyjadą do Brukseli tylko trzy inne osoby, jest to już dla Polski czysty zysk.

Nauczmy się myśleć pozytywnie. Kręcono nosami na skład naszej reprezentacji do Parlamentu Europejskiego. Pewnie, że nie jest idealny. Ale za jednym zamachem pozbyliśmy się wszakże całego kierownictwa PSL, posła Pęka i kilku innych wybitnych jednostek. W Warszawie zrobiło się jakoś przestronniej i sympatyczniej. Oczywiście, można było jeszcze wyeksportować Gadzinowskiego. Niestety, tej szansy nie wykorzystaliśmy. Ale nic straconego. Korzystam z okazji, żeby zaapelować do ministra Cimoszewicza o rozważenie wysłania Gadzinowskiego w misji dyplomatycznej do Phenianiu. Będzie tam mógł namówić Koreańczyków do świętowania 22 lipca i powalczyć o prawa gejów.

Zamiast zawistnie jęczeć, że znów ktoś sobie załatwił wyjazd dzięki układom, cieszmy się, że wyjechał. Zamiast kręcić nosem, warto raczej sporządzić społeczną listę kandydatów na eksport, takich, których Polacy chcieliby się pozbyć i wedle tej listy odsyłać do ONZ, Unii, KBWE, UNESCO, FAO, NATO i gdzie tam jeszcze.

PS Zachęcam Czytelników „Rz” do typowania faworytów na taką listę. Typy z uzasadnieniem można nadsyłać e-mailem na adres m.rybinski@rp.pl.