Po traktacie ryskim, ustalającym wschodnią granicę II Rzeczypospolitej, marszałek Józef Piłsudski spotkał się z korpusem oficerskim niewielkiej armii Królestwa Białorusi, która pod dowództwem generała Bałaka Bałachowicza walczyła u boku polskiej armii przeciwko Sowietom. Zarówno sprawa białoruska, jak i ukraińska były przegrane. Politycznie ani Bałachowicz, ani Petlura nie mieli już żadnego znaczenia. Mimo to Piłsudski uważał za konieczne stanąć przed frontem przegranych sojuszników. Powiedział tylko, z trudem, łamiącym się głosem, jedno zdanie, najprostsze słowa: Panowie, ja was przepraszam. Uważał takie przeprosiny za sprawę honoru.

Żołnierzy Powstania Warszawskiego nikt nigdy nie przeprosił za to, że zostali wykorzystani w wojnie i pokoju na różne sposoby, porzuceni, okłamani, opluci i prześladowani. Nie przeprosili ich ani zachodni alianci, ani Rosjanie, ani nawet Rzeczpospolita. Darto ich na strzępy na ołtarzach polityki, teraz na tych samych ołtarzach okadza się ich i wielbi, ale się nie przeprasza. Widocznie honor zdegenerował się od czasów marszałka Józefa Piłsudskiego.

Sejm Rzeczpospolitej w 60 lat po powstaniu, w pół wieku po haniebnych procesach i wyrokach śmierci na zaplutych karłów AK, po dziesięcioleciach manipulacji powstaniem zaniedbał, uchwalając uroczystą rezolucję, włączenia w nią przeprosin dla tych, którym próbowano odebrać patriotyczną dumę. Wszystko odbywa się tak, jakby powstanie skończyło się wczoraj. Jakby wina za powojenne losy powstańców nie była udziałem wielu Polaków i instytucji państwa polskiego. Czy taki ma być honor tego Sejmu i tej Rzeczypospolitej?

Jutro przyjeżdża do Warszawy kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który zapewne przeprosi powstańców i mieszkańców Warszawy za masakrę i zniszczenie miasta. Będzie jedynym, który przeprosi. Reprezentant ówczesnego wroga. Ówcześni sojusznicy i przyjaciele przepraszać nie będą. Będą opowiadać o uwarunkowaniach i koniecznościach, o sytuacji politycznej, o rozgrywkach. Być może o polskiej nieodpowiedzialności, w czym znajdą wielu krajowych naśladowców. O przeprosinach w imię honoru nikt nie wspomni. Honor to niemodne słowo. Honor to przestarzała cnota.