Parę lat temu postulowałem utworzenie nowej dyscypliny naukowej – posterologii, zajmującej się przygotowywaniem materialnej bazy dla właściwej oceny naszych czasów przez przyszłe pokolenia. Narzędziem materialnym posterologii miały być zakopaliska – zakopywanie przedmiotów i ludzi, którzy po wykopaniu za kilka tysięcy lat stanowiliby miłe i niepodważalne świadectwo, jak za naszych czasów było dobrze i świetlanie. Nikt tego pomysłu jakoś nie podchwycił, ani władze państwowe, ani PAN, i już myślałem, że posterologia, jak wszystkie mądre i poczciwe inicjatywy w Polsce, została utrącona. Na szczęście okazało się, że nie. Inicjatywę wzięła w swoje ręce „Trybuna” i wprawdzie nikogo nie zakopała, ale za to wykopała artefakt z późnego PRL, profesora Pawła Bożyka.

Bożyk, doradca ekonomiczny Gierka, po otrzepaniu z kurzu dał natychmiast historyczne świadectwo i napytlował w „Trybunie” na całą kolumnę. Przypomniał, że w historii PRL były całe okresy, gdy braki towarowe nie były dokuczliwe i kartek nie było. Stwierdził, rozejrzawszy się po współczesności, że nie ma jednak żadnego porównania z dzisiejszym zaopatrzeniem rynku, który trzaska w szwach, tylko nikt nie kupuje, bo go nie stać. Dopiero po tej wypowiedzi Bożyka można zrozumieć właściwie decyzję władz Radomia o zakazie handlu w niedzielę. Chodzi o to, żeby ludzi nie było stać na zakupy o jeden dzień w tygodniu mniej.

Dalej Bożyk zaświadczył, że kartki na żywność były przykładem ówczesnej sprawiedliwości, bo bez kartek towary kupowaliby tanio spekulanci i sprzedawali drogo. Kolejki po meble były spowodowane tym, że budowano za wiele mieszkań, a poza tym ludzi zdemoralizowały swobodne wyjazdy na Zachód i oglądanie tamtejszych mebli. Ale to były tylko drobne uciążliwości bez większego znaczenia, skoro: Gierek całował się z Breżniewem tylko na niby, Polska pod względem tempa rozwoju należała do czołówki światowej, kwitło życie towarzyskie, teatry i kina były pełne, a wszystkie dzieci jeździły na kolonie. Bułgarzy przyjeżdżali do Polski oglądać striptiz. Wybudowano Trasę Łazienkowską i drogę szybkiego ruchu do Katowic. Wszyscy mieli pracę i wszyscy mieli pieniądze. PRL to była kraina miodem płynąca, a kto ją upraszcza do prymitywnego obrazu pustych półek i prześladowań, ten prymityw.

Oczywiście, Bożyk zajął się też III Rzeczpospolitą i stwierdził, powołując się na prof. Kabaja, również ekonomistę, że gdyby połowa bezrobotnych znalazła zatrudnienie, dochód narodowy (takiej nomenklatury używa wykopany Bożyk) uległby podwojeniu. Nie znam założeń tego obliczenia, nie wiem, gdzie mieliby pracować ci bezrobotni i co mieliby robić. Ale przypuszczam, że gdyby pracowali przy wydobyciu i szlifowaniu diamentów, to wzrost mógłby być nawet wyższy. Natomiast produkcja radeł nie jest aż tak opłacalna. A w ogóle, jak mówił towarzysz Gomułka, ekonomista równie tęgi jak Bożyk, gdybyśmy mieli mięso, moglibyśmy eksportować konserwy, ale nie mamy blachy.

Teraz, kiedy wiemy już, jak fajnie było w PRL, można ekonomistę Bożyka z powrotem zakopać. Niech spoczywa w spokoju.