Ustąpiłem w piątek, po starej przyjaźni, mego stałego miejsca na tej stronie Mariuszowi Ziomeckiemu, naczelnemu redaktorowi „Super Expressu”, który obruszył się wyraźnie, a nawet zirytował moim felietonem o superexpressowej czołówce zatytułowanej „Siłą wysłany na śmierć”. Ziomecki zapolemizował, dziś pora na replikę.

Otóż drogi Mariuszu, zestarzałem się już w tym zawodzie, może nawet stetryczałem, więc nie chce mi się analizować Twego tekstu zdanie po zdaniu. Myślę zresztą, że nie warto. Ale co nieco warto. Piszesz, że nie spodobał mi się wasz czołówkowy news. News? Czy aby na pewno tytuł „Siłą wysłany na śmierć”, który na następnej stronie jest zrelatywizowany, a nawet zakwestionowany znakiem zapytania „Żołnierze lecieli do Iraku, bo musieli?”, jest informacją? Widocznie coś się musiało w dziennikarstwie zmienić, a ja tego nie zauważyłem. Za rzadko czytam „Super Express”. Dalej piszesz, że „armia stosuje presję ekonomiczną na żołnierzy”. Czyli armia robi to samo, co świetlanej pamięci Edward Gierek, który stosował presję ekonomiczną na górników, żeby pracowali na przodku. Przyzwoicie im płacił i dawał talony. I również ginęli, bo katastrofy często się zdarzały. A przecież gdybyś przeczytał w jakiejś gazecie tytuł „Siłą wysyłani na przodek”, to byś się skręcił ze śmiechu.

Pytasz mnie, dlaczego dzieci członków elit nie służą w Iraku? A bo ja wiem? Niewykluczone, że racje miała Maria Konopnicka, która w wierszu „A jak poszedł król na wojnę”, napisała, że na wojnie „najgłośniej krzyczą króle, a najgęściej giną chłopy”. Może by „Super Express” przedrukował ten wiersz na pierwszej stronie? Może elity nie mają dzieci albo mają same córki. A może byście zaprotestowali przeciwko temu, że córka Kwaśniewskiego i wnuczka Millera nie pracują w kasie hipermarketu, co też jest przecież krzyczącą niesprawiedliwością.

Pytasz mnie, jak będzie wyglądał happy end awantury irackiej. A skąd mogę wiedzieć. To wy macie wróżkę od horoskopów. Ja tylko nie sądzę, żeby Polska powinna uczestniczyć wyłącznie w takich akcjach międzynarodowych, które mają urzędowe gwarancje happy endu i akceptację „Super Expressu”. Nie wydaje mi się też możliwe wytłumaczenie Ci różnicy między pokojem i brakiem wojny. Poczytaj eseje Orwella o pacyfistach.

Piszesz o sobie i Twojej redakcji (pewnie to ironia, ale nieuzasadniona) „prości populiści”. O nie, tacy prości to Wy wcale nie jesteście. Jesteście wyrafinowani. Najpierw konstruujecie zdarzenia, tworzycie fikcyjny świat, a potem go obkładacie protestem. Kontestujecie nie to, co istnieje, ale własną interpretację. I to wszystko ufryzowane jest na troskę o dobro powszechne. O cały świat. Troszczycie się na równi o świat, pokój, Polskę, matkę Michała Wiśniewskiego i ładne piersi. Z tego wszystkiego najbardziej Wam do twarzy z piersiami.