Świetna wiadomość dla polskich turystów (i turystek) wybierających się na urlop do Antalyi: w Turcji nadal będzie można cudzołożyć bezkarnie. Rząd turecki dyskretnie wycofał z projektu nowego kodeksu karnego artykuł przewidujący kary więzienia za stosunki pozamałżeńskie. Powodem rezygnacji z części nowelizacji kodeksu, który miał unowocześnić i zeuropeizować tureckie prawo, były karcące uwagi polityków zachodnich, przestrzegających, że karanie rozpusty więzieniem może utrudnić, a nawet uniemożliwić, przystąpienie Turcji do Unii Europejskiej.

Dzieje projektowanego prawa i powodów jego wycofania znakomicie ilustrują problem, jaki Europa współczesna ma z Turcją, a Turcja z Europą. Turecki zamiar karania cudzołóstwa był naprawdę, z punktu widzenia Turków, postępowy i cywilizowany. Poddawał państwowej kodyfikacji i rozstrzygnięciom sądów powszechnych występek, który dziś jest, zgodnie z prawem obyczajowym, w rękach prywatnej inicjatywy. Cudzołóstwo, przede wszystkim kobiety, jest sprawą honoru jej rodziny. Mąż, przyłapawszy żonę na zdradzie, ojciec, nakrywszy córkę na figlach z mężczyzną, a także brat, który wyśledził siostrę, mają nie tylko prawo, ale obowiązek zabić winowajczynię. Inaczej utraciliby honor i zhańbili cały ród. A ponieważ postępują słusznie i etycznie, są przez sądy uniewinniani, a najwyżej skazywani na symboliczne kary paru tygodni aresztu.

Przepis o więzieniu za cudzołóstwo władze tureckie próbowały wprowadzić, licząc, że zdradzony mąż albo ojciec rozpustnej dziewczyny, zamiast rąbać ją siekierą, poleci na policję, złoży doniesienie, którym zajmie się prokuratura. I rozstrzygnięcie losu kobiety weźmie na siebie aparat państwa, łagodniejszy niż rodzina.

Oczywiście oświeceni inaczej politycy zachodnioeuropejscy zawrzeli świętym oburzeniem. Jak można dzisiaj, kiedy legalizuje się stadła homoseksualne, a cudzołożenie heteroseksualne jest już tak powszechne i monotonne, że wszystkim się znudziło z kretesem, penalizować stosunki pozamałżeńskie? Wara! Wstecznicy, precz od Unii! W ten sposób wszystko zostało w Turcji po staremu, ale Bruksela znów odniosła moralne zwycięstwo.

Takie świadczenie dobra, na jakie zdobyła się Europa wobec tureckich kobiet, przypomina jako żywo wożenie przez wrażliwych humanistów zielonego groszku w puszkach głodującym w Etiopii albo przekonywanie przez lordów brytyjskich, podróżujących nad Amazonkę z ekipą filmową BBC, biednych golasów z puszczy o zaletach higienicznych papieru toaletowego.

Współczuję Turkom, którzy pewnie nic już z tego wszystkiego nie rozumieją, poza tym, że mają do czynienia z pyszałkowatymi idiotami. -