My tu się ganiamy po tym naszym, polskim zaścianku z widłami, okładamy się jak dzikusy po głowach cepami, walcząc o jakieś głupstwa i kłócąc się o sprawy, które postępowa Europa dawno już rozwiązała ku pożytkowi i zadowoleniu wszystkich, a tam Zachód nie czeka. Oddala się od nas coraz większymi krokami. Niedługo już zniknie nam z oczu za horyzontem moralnym, gdy my będziemy nadal tkwić w etycznej jaskini, zajęci powielaniem po ciemku kamiennych tablic Mojżesza.

Musimy się sprężyć, żeby nie utracić całkiem kontaktu z jednością moralno-polityczną Europy, którą przenikają nowe prądy. A że przenikają wiem, bo przeczytałem w najbardziej wpływowym, francuskim tygodniku opinii „Le Point” notatkę, zatytułowaną wymownie „Schizofrenia”. Oto jej treść: Profesor Craig Smith, amerykański kardiolog, który operował byłego prezydenta demokratycznego Billa Clintona, jest żarliwym zwolennikiem Georga Busha. W kwietniu wpłacił 2 tysiące dolarów na sfinansowanie jego kampanii.

Profesor Smith jest, zdaniem czołowego pisma francuskiego, schizofrenikiem, skoro uratował życie facetowi, którego poglądów politycznych nie podziela. Powinien był, żeby pozostać w zgodzie z własną orientacją polityczną, dobić Clintona, wyrżnąć mu serce i posłać Bushowi w formalinie jako upominek.

Takie oto są nowe prądy moralne u starszej siostry wszystkich narodów, Francji. Zaczęło się od propozycji, żeby państwa członkowskie UE, które mają niedokładnie taką samą linię polityczną jak Paryż, dostawały mniej z unijnego budżetu, najlepiej wcale, a kończy się na postulacie, aby usługi, nie wyłączając medycznych, świadczone były tylko osobom, których poglądy świadczeniodawca podziela. Kiedy ta idea się upowszechni, będzie to ukoronowaniem tak pożądanego przez polityków prymatu polityki nad rozumem i przyzwoitością.

W Polsce przyjęcie zasady unikania schizofrenicznego rozdarcia pomiędzy przysięgą Hipokratesa a orientacją polityczną pomogłoby na pewno w naprawie sytuacji w służbie zdrowia. Pacjent przed wizytą u lekarza musiałby wypełnić ankietę i w zależności od odpowiedzi mógłby liczyć na pomoc lekarską lub nie. W skrajnych przypadkach wielkiego oddalenia poglądów chory dostawałby receptę na cyjanek. Po jakimś czasie liczba chorych o zdecydowanych poglądach uległaby znacznej redukcji, co przyniosłoby oszczędności w wydatkach NFZ. Ocaleliby tylko politycznie indyferentni, pod warunkiem, że nie padłoby na nich podejrzenie, że kręcą.

Znikłaby polityczno-zawodowa schizofrenia i wtedy można by się wziąć za leczenie paranoi. Tej nowej odmiany choroby francuskiej. -