Dziś jest dzień bez samochodu. Ogólnoeuropejska akcja odrzucenia samochodu, okazania mu wzgardy. Jedyny dzień w roku, w którym – przynajmniej teoretycznie – obiekt powszechnego pożądania, nawet kultu, powinien się, na apel ideologicznych moralistów, zmienić w obiekt niechęci, nawet nienawiści. Piszę te słowa w przeddzień święta komunikacji pieszej i trakcji rowerowej, generalnie prymatu wysiłku fizycznego nad maszyną, bo tak chyba należy traktować dzień odtrącenia samochodu, więc nie wiem, ile osób usłucha apeli o pozostawienie samochodów na parkingu. Sądzę, że niewiele. Jeśli w ogóle ktokolwiek. Podobny sens miałoby ogłoszenie dnia bez spodni, choć skutki mogłyby być bardziej malownicze.

Organizatorzy tego dnia zdają się nie wiedzieć, albo nie dostrzegać, że samochód jest dziś przedmiotem powszechnego użytku, coś jak pralka automatyczna, odkurzacz albo lodówka. Nie słyszę jednak o zamiarze ustanowienia dnia bez lodówki, apeli o nieużywanie pralek i pranie w jednym dniu w roku w balii i na tarze albo o wzniosłości moralnej powrotu do miotły.

A przecież wszystkie te urządzenia, które wymieniłem, też zużywają energię, też przyczyniają się do zanieczyszczenia środowiska (nawet odkurzacz) i też w konsekwencji powodują efekt cieplarniany, nie mówiąc o ich właścicielach, wydzielających na co dzień metan, choć nie w towarzystwie.

Życie w ogóle w wielu przejawach jest szkodliwe zarówno dla żyjących, jak i dla ich otoczenia. Ogłoszenie dnia bez życia, dnia pełnego bezruchu i kompletnej martwoty, wydaje mi się równie sensowne jak próba organizacji dnia bez samochodu.

Przeciwnicy automobili twierdzili kiedyś, że odbierają krowom mleko i na skutek zawrotnego pędu mogą wywoływać poronienia u ciężarnych. Dziś antysamochodowe argumenty bardziej są wyszukane, ale w zasadzie niewiele się zmieniło.

Samochód jest wrogiem jak wszelki inny postęp techniczny i technologiczny (ale nie społeczny), a ideałem nadal pozostaje jaskinia, łuczywo i riksza.

Zapomina się w antymotoryzacyjnym zapale, że samochód jest elementem indywidualnej wolności. Prywatny samochód pozwala każdemu w każdej chwili pojechać tam, gdzie mu się akurat zachciało. Można sobie wyobrazić najdoskonalszą komunikację publiczną, zapewniającą ludziom sprawny transport do pracy i z powrotem, która będzie kolejnym zniewoleniem, a nie furtką do swobody.

Znam tylko jedną osobę, która zapowiedziała, że obejdzie dzień bez samochodu. Pewien zamożny biznesmen powiedział mi: – Jutro każę kierowcy zamiast bentleya wziąć mini.