No i kto mógł się spodziewać jeszcze rok temu, że będziemy tęsknić za Jarosławem Kalinowskim? Za kimś, kto w partii chłopskiej będzie się troszczył o chłopów, nawet jeśli przeważnie, w rywalizacji z Samoobroną, bez sensu. Ucho mam wyczulone i słyszę dziś na wsi i w mieście szloch tęsknoty za Kalinowskim. Za kimś, kto powie, kiedy orać, kiedy siać, a kiedy pójść po subwencje.

PSL przypomina dziś, jak nigdy, swoją poprzedniczkę sprzed lat ponad 50, a prezes Wojciechowski wypisz, wymaluj, jest jak Mikołajczyk. Oboje są na emigracji z kraju. Całe kierownictwo wyemigrowało do Strasburga, został tylko Pawlak, co i tak nie ma żadnego znaczenia. Pełno go, a jakoby nikogo nie było.

Rzecz jasna, że z emigracyjnej perspektywy problemy Polski inaczej wyglądają niż z rodzinnego obejścia. Najważniejsza rzecz dla PSL to wycofanie wojsk polskich z Iraku oraz przeciwdziałanie upośledzaniu ludzi pochodzących ze wsi. Można by to połączyć i wezwać do wycofania z Iraku żołnierzy pochodzenia wiejskiego, ale mogłoby się okazać, że nie czują się oni wykonywaniem misji irackiej upośledzeni, tylko wyróżnieni.

Prezesi PSL w czasie krótkich desantów na Polskę zbierają podpisy pod petycją o wycofanie wojsk. Mogliby jednak zacząć od Iraku, nawiedzić Babilon i spróbować nakłonić żołnierzy, w końcu najbardziej zainteresowanych, do podpisania odpowiedniego apelu. Ale tego nie robią, bo to rzecz i trudna i niebezpieczna.

W nowym programie PSL znalazł się także punkt wzywający do poprawy stosunków ze Wschodem. Nie wiadomo tylko, którym, Bliskim, Dalekim czy najbliższym.

PSL Wojciechowskiego wie, co trzeba zrobić w skali globalnej i w polityce zagranicznej, tylko nie wie, jak. Oczywiście partia, także odwołująca się do korzeni chłopskich i ludowych tradycji, powinna mieć pogląd i pomysł na każdą ważną dla państwa sprawę. Ale obawiam się, że w programie emigracyjnego kierownictwa proporcje zostały zachwiane. W Polsce, a zwłaszcza na wsi, jest dużo jeszcze istotnych spraw do załatwienia, którymi nikt inny się rzetelnie nie zajmie, jeśli nie zrobi tego PSL, oszołomiony obecnie perspektywami wpływania na odległe regiony świata.

Bliższa elektoratowi koszula niż prezydium sukmana i może się jeszcze zdarzyć i tak, że prezes Wojciechowski, o którym słyszałem, że najchętniej byłby równocześnie prezydentem, premierem, marszałkiem Sejmu i prymasem, nie rezygnując równocześnie z mandatu europejskiego ze względu na diety, spotka los Mikołajczyka. Jak wróci z emigracji, będzie musiał uciekać. -