Nie wolno polować na czarownice. Czarownice, jako szczególnie pożyteczne dla naturalnego środowiska politycznego, są pod ochroną. Trzeba mieć wzgląd na wrażliwość czarownic i zamiast stosów zagwarantować im miotły z budżetu państwa. Tak chyba można zinterpretować słowa premiera Marka Belki, który odrazą do polowania na czarownice uzasadnił niechęć do opublikowania przygotowanej przez Prokuraturę Generalną listy polityków i urzędników państwowych, na której są podobno posłowie, senatorowie, ministrowie, prezydenci miast i wojewodowie, którzy weszli w konflikt z prawem.

Lista jest, ale jakby jej nie było, co i tak nie ma wielkiego znaczenia, bo cała ta sprawa jest po prostu groteskowa. Zaczyna się od tego, że SdPl, która jako partia ludzi czystych rąk wyodrębniła się z partii brudnych rąk, czyli SLD, dla podkreślenia własnej czystości uzależniła poparcie dla rządu tegoż utytłanego SLD od sporządzenia i upublicznienia takiej listy. Innymi słowy, powiedziano premierowi: jak pokażecie, kto tam u was kradnie, bierze łapówki, jeździ po pijanemu samochodem, to możecie liczyć na nasze poparcie. Nie będziemy podtrzymywać u władzy złoczyńców w ogóle, lecz tylko złoczyńców jawnych, z listy przestępców. Generalnie bowiem, w interesie publicznym i ze względu na poczucie odpowiedzialności za państwo, jesteśmy za czarownicami u władzy, ale już zdemaskowanymi.

Kolejnym elementem groteski jest sama lista z 29 nazwiskami. Kiedyś szydziłem sobie na tym miejscu z ABW i jej szefa, że w sprawie Rywina robił wycinki z gazet. Teraz zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik przyznał, że to samo zrobiła prokuratura, sporządzając listę. Wpisała na nią po prostu tych, których wykroczenia ujawniły już media. Gdyby każdy z nas robił wycinki albo pogrzebał w archiwach, sam mógłby sporządzić taką listę, kto wie, czy nie dłuższą od rządowej. Nawet Borowski z Nałęczem mogliby własnoręcznie zrobić taką listę albo polecić spisanie jej z prasy asystentom, przeczytać ją i udzielić rządowi Belki wotum zaufania bez całego tego zawracania głowy z prokuraturą, rzekomymi naciskami politycznymi i pozą Katona.

Media powinny publikować stałą Listę Przebojów Politycznych, na razie TOP 30, ale już za chwilę, sądząc po poziomie etycznym klasy politycznej, TOP 100. Dziś na takiej liście, gdyby była, poseł Pęczak awansowałby na pierwsze miejsce, a minister Sadowski spadł na drugie. Na media możemy liczyć. Na to, że rząd opublikuje kiedyś listę upapranych w różne brudy polityków, o których jeszcze nie pisano na pierwszych stronach gazet, raczej bym nie liczył. Mogłaby to być lista bardzo zbliżona do wielu list wyborczych. -