Czytelnicy felietonów – nie tylko zresztą moich – dzielą się na cztery kategorie: tych, którzy rozumieją i się zgadzają; tych, którzy rozumieją i się nie zgadzają; tych, którzy ani nie rozumieją, ani się nie zgadzają, oraz tych, którzy nie rozumieją, ale się zgadzają. Felieton – wbrew temu, co sądzą niektórzy moi polemiści – nie jest deklaracją polityczną, publicystyką, analizą, komentarzem, wymianą uprzejmości ani nawet polemiką. Felieton jest bytem odrębnym, strażnicą na granicy zdrowego rozsądku, stróżem bardzo elementarnego poczucia logiki. Kamizelką ratunkową chroniącą dyskurs publiczny przed osunięciem się w otchłań absurdu. Szczepionką immunizującą czytelników przed zarażeniem się wszelką formą ideologii, przed poprawnością polityczną i przed bezmyślnym oddawaniem czci ustalonym autorytetom.

Felieton w jego historycznej, specyficznie polskiej formie wywodzącej się od Prusa i Świętochowskiego, od Słonimskiego i Nowaczyńskiego, jest właśnie po to, aby atakować autorytety, nawet te z tytułami, orderami i stanowiskami, jeśli tylko robią i mówią głupstwa. Felieton był zawsze w polskiej tradycji piśmienniczej oazą odwagi intelektualnej. Tej najpiękniejszej formy odwagi ludzkiej, ośmielającej do atakowania i kwestionowania prawd ustalonych i ugruntowanych autorytetów.

Warto sobie przypomnieć dzieje polskiej felietonistyki – a mieliśmy obfitość ludzi odważnych i utalentowanych – i popatrzeć, jak często felietoniści mieli rację. Jak często to felieton, a nie „piękne pisanie pod siebie”, jak to ładnie ujął Antoni Słonimski, pierwszy anonsował i alarmował o problemach, których inni nie dostrzegali, albo dostrzegać nie mogli i nie chcieli. Nawet w PRL felieton właśnie był oazą relatywnej swobody myśli.

Ma on i dziś wielu wrogów, także z tego powodu, że jest z reguły dowcipny. A to w oczach ponuraków grzech śmiertelny. Nadal wyższą rangę intelektualną ma w Polsce doprowadzenie ludzi do płaczu i skrajnej rozpaczy niż ich rozśmieszenie. Dowcip jest bronią – to znów Słonimski – ale nikogo nie wolno karać za nielegalne posiadanie dowcipu. Szyderstwo może być dotkliwe dla wyszydzonych, ale z pewnością jest lekarstwem przeciwko zaczadzeniu zarówno własną, jak i cudzą nieomylnością i wielkością. W świecie cmentarnej powagi uśmiech jest zmartwychwstaniem ducha.

Pierwszym felietonistą był z pewnością Diabeł, krytyczny recenzent Stworzenia. Bez diabła nigdy nie poznalibyśmy istoty i wartości dobra. Jest to jeden z powodów, dla których wolę diabelską felietonistykę od śpiewania w chórze aniołków. -