rybinski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Nie wiem, co to jest, ale gdy SLD coś wymyśli, a Dyduch ogłosi, zaraz się wzruszam. Oni się tacy zrobili otwarci, wrażliwi, tak się zwijają i starają, żeby coś poprawić, aż serce rośnie. Im mają mniejsze poparcie, tym więcej pomysłów. Istnieje obawa, że w okolicach zera eksplodują. Oczywiście inwencją.

Najnowszy pomysł SLD to powołanie do życia nowego ciała zbiorowego, czegoś w rodzaju rady starców plemiennych, ukonstytuowanego z osób nieuwikłanych w bieżącą politykę. Na liście nieuwikłanych znaleźli się między innymi Józef Oleksy, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Waldemar Pawlak, Jan Olszewski, Józef Zych, Maciej Płażyński i Marek Borowski. Jeśli posłowie, ministrowie, szefowie partii politycznych nie są uwikłani w politykę, to logiczne wydaje się pytanie, kto jest uwikłany. Chyba tylko ci, których przesłuchuje komisja śledcza do spraw Orlenu, oraz ci, przeciwko którym toczy się prokuratorskie śledztwo w innych sprawach.

Zadaniem nowej rady ma być przyjrzenie się obecnej konstytucji. Przyglądanie się konstytucji jest zadaniem trudnym, odpowiedzialnym, wymagającym dojrzałości, a także dobrego wzroku albo przynajmniej odpowiednich okularów. Już tylko z tego powodu byłoby lepiej, żeby konstytucji przyglądali się młodzi, którzy będą z nią żyć także w przyszłości. Rada, po przyjrzeniu się, ma zaproponować zmiany. Otóż ja dawno, bo od momentu wejścia w życie, nie przyglądałem się konstytucji. Przyglądam się za to – chociażem też starzec – życiu, i widzę, iż nie konstytucja stanowi problem, ale jej nieprzestrzeganie. Tu żadni starcy nie pomogą, chyba że odejdą do domów opieki, bo przyglądać może się i przyglądają, ale na przestrzeganie są już zbyt doświadczeni. -

Katonów na pryczę

Brak komentarzy

Wstąpił we mnie ostatnio duch reformatorski, tak porwały mnie wysiłki PiS na rzecz zmian w kodeksie karnym, a zwłaszcza przywrócenia kary śmierci. Przed wojną, a dokładnie 1 kwietnia 1922 roku, Antoni Słonimski proponował, aby kary więzienia powyżej lat pięciu zamienić na karę śmierci ze względu na różnice w kosztach i oszczędności budżetowe. Teraz też słychać, że rozmaici przestępcy siedzą wygodnie w więzieniach na koszt podatników, podczas gdy te pieniądze można by przeznaczyć na jakieś szlachetne cele, na przykład dożywianie dzieci najuboższych albo podwyżkę diet poselskich. Jeśli mamy reformować kodeks, to zgodnie z zasadami ekonomii. Ideałem byłoby wprowadzenie reguły, że każdy siedzi na swój koszt, jak w hotelu, dopóki ma pieniądze. Jak mu się skończą, a rodzina też nie chce płacić, odprowadza się go na miejsce egzekucji.

Oprócz ekonomii wprowadziłbym też do kodeksu karnego moralność. Coraz częściej się zdarza, ostatnio niemal codziennie, że otwierają się perspektywy trafienia na ławę oskarżonych aktywistów politycznych, posłów, funkcjonariuszy państwa, słowem osób publicznych, poza tym znanych z nieprzejednanej postawy etycznej i tropienia nieprawości u innych. Moim zdaniem do akt sprawy przeciwko osobom publicznym powinny być, jako dowody okoliczności obciążających, dołączane wszystkie wypowiedzi moralizatorskie, demonstracje własnej szlachetności i wskazania na podłość innych. Obfitość takich wypowiedzi powinna prowadzić do nadzwyczajnego zaostrzenia kary ze względu na szczególną szkodliwość społeczną. Oczywiście aż do kary śmierci włącznie.

Katonów ci u nas pod dostatkiem, ale większość jakoś tak wcześniej czy później rozchodzi się z prawem. Publicznie uprawiane moralizowanie innych dziwnie idzie w parze z prywatnym kombinowaniem, kręceniem i korupcją dla własnej korzyści. Prawdziwi przestępcy starej daty, złodzieje profesjonalni i oszuści zawodowi nie puszą się w Sejmie, nie uczą innych etyki w telewizji, nie wypowiadają się o moralności po gazetach, tylko kradną, a gdy zostaną złapani, przyjmują karę jako ryzyko zawodowe. Amatorzy ze świata polityki grzmią ze wszystkich ambon, potępiają złoczyńców, a potem domagają się, by sądy traktowały ich tak samo jak zawodowców. A nawet łagodniej. Tak nie może być. Im kto wlazł na wyższy szczebel moralistyki, tym dłużej powinien siedzieć. Po cichu. -

Ostatnio wszyscy bardzo się troszczą o kondycję moralną czwartej władzy, czyli mediów. Jako jedyna z wszystkich władz ziemskich, najbardziej się wyemancypowała i uniezależniła od polityki partyjnej i partyjnych polityków. Politykom coraz trudniej przychodzi znaleźć taki wspólny interes z czwartą władzą, aby nakłonić ją do przemilczenia poczynań pozostałych trzech, o których opinia publiczna nie powinna wiedzieć, albo do nagłośnienia szlachetnych dokonań, o których opinia wiedzieć nie chce. Czwarta władza – na szczęście niecała, są jeszcze media spolegliwe i odpowiedzialne – ujawnia to, co chce, i przemilcza, co się jej podoba, zasłaniając się oczywiście konstytucyjną wolnością słowa. Tymczasem, powiadają nieliczne już w zawodzie dziennikarskim jednostki wyposażone w instynkt państwowotwórczy, jeśli trzy władze wspólnie psują państwo, to przynajmniej czwarta powinna w imię odpowiedzialności za Polskę milczeć. Władza, choćby i czwarta, zobowiązuje.

Strasznie się wszyscy oburzyli na lubelskiego szefa SLD i byłego ministra sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka, że zagroził „Dziennikowi Wschodniemu” zakazaniem lewicy kupowania i czytania dziennika, a zaprzyjaźnionym lub uzależnionym biznesmenom zamieszczania w nich reklam. A co miał zrobić zetknąwszy się z niesłusznymi, jego zdaniem, i krzywdzącymi artykułami. I to o Partii. Dawne metody dyscyplinowania pismaków zostały niestety zarzucone w zamieszaniu transformacji. Przetrwały tylko w telewizji publicznej, a i tam chcą je likwidować.

Dawniej jednak był porządek. Dawniej wywalono by redaktorów na bruk i nawet by się nigdy nie dowiedzieli, dlaczego. Ale na przyszłość i oni, i ich koledzy sprawowaliby swoją czwartą władzę rozumniej. W zgodzie z interesem publicznym, który jest tożsamy z interesem Kurczuka i SLD.

Quid custodit custodes? Kto strzeże stróży? – zastanawiali się Rzymianie i odpowiadali: nikt. Stróże muszą się strzec sami. U nas na szczęście mamy jeszcze stróżówkę SLD z przyległościami. -

Adresat nieznany

1 komentarz

Komisja śledcza nie może wezwać na przesłuchanie doktora Jana Kulczyka, ponieważ nie udało się jej ustalić adresu, pod który mogłaby wysłać wezwanie. Trudno podpowiadać komisji właściwe postępowanie, ale można było spróbować posłać formularz po prostu na adres: Jan Kulczyk, Poznań. Gdyby wrócił z adnotacją „adresat nieznany”, mielibyśmy przynajmniej okazję do żartów. Śmiechu byłoby co niemiara.

Dobrym pomysłem byłoby także zaadresowanie wezwania na Pałac Prezydencki. Według bardzo wiarygodnych świadectw doktor Kulczyk jest tam częstym gościem, więc wpadłszy na kawę z koniakiem, mógłby przy okazji odebrać powiestkę z komisji. Wydaje mi się, że dokładnych informacji o miejscu zameldowania, a nawet zamieszkania Kulczyka udzieliłaby komisji nie tylko Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale nawet Agencja Wywiadu. Skoro można było odtajnić na użytek komisji tajne notatki agentów, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie odtajnieniu adresu Kulczyka.

Można także zapytać panią Kulczykową, bywającą na licznych przyjęciach, gdzie zjawiają się również posłowie, w tym członkowie komisji, przynajmniej niektórzy, czy nie wie, gdzie aktualnie przebywa jej mąż. W ostateczności, gdyby już wszystko zawiodło, można dać ogłoszenie do gazet. Apel do Jana Kulczyka, żeby się ujawnił. Janie, przyjdź, wszystko wybaczymy.

Gdyby żadna z tych metod nie dala upragnionych rezultatów, nie pozostanie nic innego jak uznać, że doktor Jan Kulczyk nie istnieje, jest bytem wirtualnym, powołanym do skrywania ciemnych machinacji innych, zupełnie realnie istniejących pod wskazanymi adresami osób. I wtedy dopiero śledztwo będzie się mogło rozpocząć na dobre.

Nastroje pod mostem

1 komentarz

Przechodząc parę dni temu ulicą Wiejską w Warszawie, dostrzegłem, że ktoś lub coś czołga się rynsztokiem. Już myślałem, że to pełzający przewrót zdąża do Sejmu, kiedy podszedłszy bliżej, zorientowałem się, że jest jeszcze gorzej. To była pełzająca kontrrewolucja. Zgroza! Rzuciłem się do telefonu, żeby powiadomić towarzyszy Breżniewa i Andropowa, ale na Kremlu ciągle odzywał się Ałganow. I nawet kiedy twierdziłem, że nazywam się Kulczyk, nie chciał mnie połączyć. Mówił, że sam wszystko załatwi.

Na szczęście siły rewolucyjne trzymają się krzepko. Owiana rewolucyjnym duchem, uniesiona hasłem „grab zagrabione” sejmowa większość uchwaliła pięćdziesięcioprocentowy podatek dla czterech tysięcy bogatych Polaków. Cóż za triumf sprawiedliwości społecznej. Rozmawiałem z kilku bezdomnymi, nieposiadającymi żadnych dochodów ani żadnych widoków. Jakaż to była radość. Cieszyli się jak dzieci. Nareszcie – wołali – nasycono nasz instynkt sprawiedliwości. Brawo! Niech żyje zjednoczona lewica z Janikiem, Giertychem i Kaczyńskimi na czele! Niech rozkwitają wysokie podatki! Precz z populistami z Platformy Obywatelskiej!

Takie są nastroje społeczne pod mostem Kierbedzia. W innych warstwach narodu narasta i utrwala się przekonanie, że każdy wysoki dochód jest nielegalny i społecznie szkodliwy. Ludzie dziwią się tylko, dlaczego posiadacze nadmiernych dochodów są karani jedynie wyższymi podatkami, a nie karą bezwzględnego więzienia, konfiskaty mienia i utraty praw obywatelskich i honorowych na zawsze. Jest w tym sporo racji. Skoro dominujący w Polsce pogląd polityczny na kwestie zarobków jest taki, że duże dochody to wstyd, hańba, wykroczenie przeciw zasadom współżycia społecznego, rabowanie biednych i egoizm, nic właściwie nie stoi na przeszkodzie, aby posiadaczy niesłusznych dochodów ścigać karnie jak przestępców. W badaniach opinii publicznej 70 proc. Polaków opowiada się za karą śmierci. Jestem pewny, że gdyby ich zapytać, czy śmiercią karać bogatych, ten procent wzrósłby do 90. Taki trik – bogatych na stryk – byłaby to może najskuteczniejsza metoda odwiedzenia niemoralnej mniejszości narodu od nierozumnego pędu do kształcenia się, podnoszenia kwalifikacji, zarabiania pieniędzy i bogacenia się. Słowem, do psucia krajobrazu społecznego w Polsce, który zgodnie z tradycją powinien składać się z nieszczęsnych, kwękających i narzekających klientów budżetu państwa.

Ale możemy spać spokojnie. Kontrrewolucja nie przejdzie. -

Za dużo wygody

2 komentarzy

To ciekawe, jak rozmaicie różne gazety relacjonowały w piątek ujawnienie tajnych notatek wywiadu na temat spotkania Kulczyka z Ałganowem. Moja rodzinna „Rzepa” na pierwszej stronie dała ogromny tytuł „Pierwszy to prezydent”. Jeszcze tylko „Życie” Wołka zamieściło układankę twarzy Kwaśniewskiego z podpisem „Pierwszy”. Innym gazetom ważne wydawały się w tej aferze zupełnie inne sprawy.

„Życie Warszawy” wybiło w tytule „Pierwszy proces za aferę Orlenu. Tajne notatki wywiadu ujawnione, pomówieni chcą iść do sądu”. Dla „Trybuny” największą rewelacją był „Pośrednik Czempiński – były szef UOP koordynował prywatyzację Rafinerii Gdańskiej z udziałem Łukoilu”. „Gazeta Wyborcza” z kolei próbowała wstrząsnąć czytelnikami, wybijając informację, że „najbogatszy Polak Jan Kulczyk spotkał się z rosyjskim szpiegiem Ałganowem dwa razy”. Wygląda na to, że znacznie to gorsze i bardziej naganne, niż gdyby się spotkał tylko jeden raz. W „Naszym Dzienniku” tytuł „Szkodliwa umowa”, ale nie chodzi tu o umowę w sprawie prywatyzacji rafinerii, lecz o budowę drogi przez worek żytawski. O aferze Kulczyka niewiele i bez zwykłego dla „Naszego Dziennika” ognia patriotycznego. Osobiście odczułem brak komentarza, że ujawnienie całej tej sprawy szkodzi dobrym stosunkom z Rosją.

Na pierwszej stronie „Super Expressu” czołówka o pośle Rutkowskim „Pies mafii?”. W „Fakcie” dobra wiadomość „Ćwierćtonowa kobieta uratowana”.

Mamy pluralizm mediów, ale powinien on obejmować tylko interpretację. Zaczyna natomiast obejmować fakty, z których jedne się wybija, a inne przemilcza. Jak komu wygodnie. Chyba trochę za dużo jest tej wygody. Zwłaszcza w stosunku do „pierwszego”. -

W szponach przypadku

1 komentarz

Ludziska się zastanawiają w tej naszej Polsce, kto nimi rządzi – prezydent, rząd, Sejm, SLD czy mafia. Niewielu przychodzi do głowy jeszcze prawo, ale to tylko skrajnym idealistom. Tymczasem wygląda na to, że Polską rządzi przypadek. Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem – tak. Oczywiście przez czysty przypadek.

Przez przypadek prezydent Aleksander Kwaśniewski, przechodząc Wiejską, wpadł na chwilę do Sejmu, przypadkowo natknął się na Józefa Oleksego, a ponieważ już nie mógł uciec, porozmawiał z marszałkiem chwilę o notatkach wywiadu, żeby jakoś zabić czas. Potem przez przypadek wpadł na dziennikarzy, którym wyłożył hierarchię w Polsce, odżegnując się od bycia pierwszym, po łacinie primus. Ja też, zupełnie przypadkowo, kiedy usłyszałem o pierwszym prymusie, pomyślałem od razu o prymasie Glempie.

Wszystko się dzieje jakoś tak przypadkiem. Przypadkiem złodzieje o piątej rano wyrwali prokuratorowi Kapuście teczkę, w której przypadkiem znajdował się notes z zapiskami w sprawie afery Orlenu. Nieco wcześniej złodzieje, niewykluczone, że przypadkowo ci sami, włamali się do samochodu ministra Kaczmarka i ukradli przypadkiem laptop, w którym zapisane były, także przez przypadek, dokumenty dotyczące sektora paliwowego.

W ubiegłym roku doktor Jan Kulczyk pojechał przypadkiem do Wiednia, a tam, również przypadkowo, przebywał pułkownik Ałganow. Tak to jest z przypadkami, że się mnożą – obaj panowie natknęli się na siebie w barze. Potem, przez przypadek, ktoś przypadkowy poinformował o tym Agencję Wywiadu, a wiadomość o tej informacji zupełnie przypadkowo trafiła do mediów i komisji śledczej, a to dlatego, że złodziejom przypadkowo nie udało się włamać do siedziby AW i ukraść tej notatki w celu korzystnego spieniężenia na Stadionie Dziesięciolecia.

Wszyscy jesteśmy, cała Polska, wystawieni na żer przypadku. Trzeba się modlić, żeby przez przypadek ginęły tylko dokumenty, żeby ta przypadkowość nie przeniosła się na ludzi. A z probabilistyki, która służy przewidywaniu przypadkowego, wynika, że prawdopodobieństwo jest duże. Znacznie większe niż tego, że dojdziemy kiedyś prawdy o przypadkach w polskim życiu publicznym. -

W krainie obłudy

Brak komentarzy

Gdyby trzeba było odpowiedzieć w jakiejś ankiecie, jaka jest najważniejsza, najbardziej dominująca cecha naszego życia publicznego, bez chwili wahania wybrałbym obłudę. Zwłaszcza politykę zdominowali hipokryci wszelkiej rangi i maści.

Ze wzruszeniem obserwowałem przyjmowanie w Sejmie przez aklamację rezolucji czczącej pamięć księdza Jerzego Popiełuszki. Po prostu łzy cisnęły się do oczu, gdy marszałek Józef Oleksy, były PRL-owski minister do spraw związków zawodowych, czytał z sejmowej trybuny projekt przygotowany przez gdańską „Solidarność”. Szkoda tylko, że nie bardzo wiadomo, czy ten akt podniosły traktować jako zwycięstwo „Solidarności”, czy jako sukces Oleksego.

Odebrali mu życie – czytał były sekretarz wojewódzki PZPR w Białej Podlaskiej – funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa komunistycznego państwa, otumanieni propagandą kłamstwa i nienawiści. Składamy Mu cześć za Jego życie, które złożył w ofierze, abyśmy mogli żyć godnie – kontynuował były pracownik aparatu w Komitecie Centralnym PZPR.

Jakoś tak, opanowując wzruszenie, wspomniałem Norwida:

Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,

Że ci ze złota statuę lud niesie,

Otruwszy pierwej?

Marszałkowie Sejmu nie czytają Norwida. Sekretarze partii komunistycznej, po odejściu Zenona Kliszki, też nie. Jako Polska mamy historię, szarpaną jak postaw czerwonego sukna, ale jako jednostki jesteśmy historii pozbawieni. Zaczynamy za każdym razem od nowa. Tak długo, aż się utrwali przekonanie, że Oleksy był ministrantem u Popiełuszki.

Mógł tę rezolucję czytać któryś z wicemarszałków o mniej meandrycznym życiorysie. Ale my za Witkacym, Gombrowiczem i Mrożkiem lubimy widać groteski. Rezolucję o unieważnieniu zrzeczenia się reparacji wojennych od Niemiec powinien odczytać poseł Kroll z mniejszości niemieckiej.

Niemiecki Trybunał do spraw Socjalnych orzekł, że kasy chorych nie mają obowiązku refundowania zabiegów powiększania i pomniejszania piersi. Jego przewodniczący Wolfgang Dreher oświadczył w uzasadnieniu, że nie istnieją żadne normy dotyczące rozmiaru damskich piersi.

To orzeczenie stanowi prawdziwe wyzwanie dla Unii Europejskiej i jej organów, z wyłączeniem naturalnie piersi. Jak to? Zostało jeszcze coś w Europie, na co nie ma normy? To oburzające. Jest norma dotycząca rączek do spłuczek klozetowych, których kształty i rozmiary mogą kontrolować unijni inspektorzy i w przypadku przekroczenia przepisów nakładać grzywny, a kobiety noszą piersi, jakie która chce. Albo jakie jej tam przypadły. Różnorodność piersi komplikuje produkcję w przemyśle bieliźniarskim. Ponadnormatywne piersi są najczęstszą przyczyną wzrokowego molestowania seksualnego kobiet przez męskich szowinistów, tej prawdziwej plagi współczesności.

Swoją drogą niemiecki trybunał nie pierwszy raz wykazał się wyjątkowym okrucieństwem socjalnym. Kilka lat temu odrzucił skargę pewnego obywatela RFN, który domagał się od urzędu socjalnego pokrycia kosztów operacji wszczepienia włosów na – męskiej tym razem – piersi. Poszkodowany przez los biorca zasiłku socjalnego dowodził, że lekarz zalecił mu częste chodzenie na basen, gdzie przebywają mężczyźni bujnie na piersiach owłosieni, on natomiast jest golutki jak niemowlę, co wpędza go w kompleksy i uniemożliwia znalezienie partnerki. Przypuszczam, że podobne, tylko kobiece, było uzasadnienie skargi odrzuconej teraz przez trybunał – kompleksy, osamotnienie i w rezultacie schorzenia somatyczne, spowodowane wstrząsami psychicznymi.

Pamiętam też, jak trybunał przesądził skreślenie z listy zabiegów refundowanych przez kasy chorych wypełniania ubytków w zębach spowodowanych próchnicą u osób poniżej 25 roku życia. Uzasadnienie – pełna dostępność szczotek i past do zębów, na pozór rozsądne, ale nie do przyjęcia dla nikogo, kto jest wrażliwy społecznie.

Ja kiedyś proponowałem powszechne, na koszt państwa, przenoszenie operacyjne kobiecych piersi na plecy. A to dla wygody w tańcu. Ale to było w kabarecie, a nie w sądzie. -

Stosunki polsko-rosyjskie nie są najlepsze, nad czym ubolewa wielu naszych polityków. Gdyby były lepsze, można by, zdaniem tych polityków, robić świetne interesy na sprzedawaniu gimnastiorek z Łodzi do Jarosławla, jak to było za dawnych, dobrych czasów. Być może jednym z powodów pogorszenia się stosunków i upadku handlu jest to, że Rosjanie nie mają o Polakach dobrego zdania. Polski idiotyzm porównać można z psychiką hieny – napisał w sierpniu na łamach pisma „Duel” niejaki J.I. Muchin. Padły już w prasie rosyjskiej propozycje zamiany herbu RP z orła na hienę.

Powstanie Warszawskie w czasie niedawnych obchodów Rosjanie nazywali rewolucją gnomów i rezultatem sprzysiężenia zawiązanego między generałem Borem a Paulem Fuchsem, oficerem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. W dyskusji na łamach „Czerwonej Zwiezdy” Michaił Migakow, kandydat nauk historycznych, dokonał odkrycia, że polskich oficerów w Katyniu rozstrzelali w 1940 roku Niemcy. To stwierdzenie ośmiesza IPN i całą naszą historiografię, wierzącą naiwnie, że w 1940 roku Niemcy byli obecni na bankietach na Kremlu, ale nie w Katyniu. Dziś Polska – można przeczytać w rosyjskiej prasie – odpracowując pieniądze CIA wydane na „Solidarność”, zmuszona została do wysłania wojsk do Iraku.

Rosjanie nie mają o nas dobrego zdania, ale za to mają dobre zdanie o sobie. Mam numer pisma „Wołchw”, z którego wynika, że Rosjanie są najstarszym narodem świata, który stworzył całą cywilizację. Pitagoras, Heraklit czy Anaksagoras byli Rosjanami. Niemcy są też w gruncie rzeczy Rosjanami i do roku 800 po Chrystusie mówili po rosyjsku, ale w IX wieku zostali zgermanizowani przez mnichów katolickich i Żydów. Jerozolima została założona przez Rosjan, o czym świadczy jej nazwa – wykoślawione słowa Russka ossielja. Prastarzy mieszkańcy Italii to ma się rozumieć także Rosjanie – Etruskowie, czyli Eto Russki. Cała Europa była kiedyś rosyjska i to powinno wrócić. Polacy to jedno z mniej rozwiniętych plemion rosyjskich i nie ma powodu, aby nie byli rządzeni z Rosji.

Nic dziwnego, że stosunki z Rosją nie układają się najlepiej, skoro nie chcemy akceptować z pozycji hieny ich poglądów ani na Polskę, ani na Rosję. Jedyna płaszczyzna, na której stosunki wzajemne są harmonijne, to kontakty dawnej KGB z dawną SB. Zamiast wyrzekać na Ałganowa, trzeba na niego dmuchać. Tylko z tej iskry może rozgorzeć płomień przyjaźni.


  • RSS