Przechodząc parę dni temu ulicą Wiejską w Warszawie, dostrzegłem, że ktoś lub coś czołga się rynsztokiem. Już myślałem, że to pełzający przewrót zdąża do Sejmu, kiedy podszedłszy bliżej, zorientowałem się, że jest jeszcze gorzej. To była pełzająca kontrrewolucja. Zgroza! Rzuciłem się do telefonu, żeby powiadomić towarzyszy Breżniewa i Andropowa, ale na Kremlu ciągle odzywał się Ałganow. I nawet kiedy twierdziłem, że nazywam się Kulczyk, nie chciał mnie połączyć. Mówił, że sam wszystko załatwi.

Na szczęście siły rewolucyjne trzymają się krzepko. Owiana rewolucyjnym duchem, uniesiona hasłem „grab zagrabione” sejmowa większość uchwaliła pięćdziesięcioprocentowy podatek dla czterech tysięcy bogatych Polaków. Cóż za triumf sprawiedliwości społecznej. Rozmawiałem z kilku bezdomnymi, nieposiadającymi żadnych dochodów ani żadnych widoków. Jakaż to była radość. Cieszyli się jak dzieci. Nareszcie – wołali – nasycono nasz instynkt sprawiedliwości. Brawo! Niech żyje zjednoczona lewica z Janikiem, Giertychem i Kaczyńskimi na czele! Niech rozkwitają wysokie podatki! Precz z populistami z Platformy Obywatelskiej!

Takie są nastroje społeczne pod mostem Kierbedzia. W innych warstwach narodu narasta i utrwala się przekonanie, że każdy wysoki dochód jest nielegalny i społecznie szkodliwy. Ludzie dziwią się tylko, dlaczego posiadacze nadmiernych dochodów są karani jedynie wyższymi podatkami, a nie karą bezwzględnego więzienia, konfiskaty mienia i utraty praw obywatelskich i honorowych na zawsze. Jest w tym sporo racji. Skoro dominujący w Polsce pogląd polityczny na kwestie zarobków jest taki, że duże dochody to wstyd, hańba, wykroczenie przeciw zasadom współżycia społecznego, rabowanie biednych i egoizm, nic właściwie nie stoi na przeszkodzie, aby posiadaczy niesłusznych dochodów ścigać karnie jak przestępców. W badaniach opinii publicznej 70 proc. Polaków opowiada się za karą śmierci. Jestem pewny, że gdyby ich zapytać, czy śmiercią karać bogatych, ten procent wzrósłby do 90. Taki trik – bogatych na stryk – byłaby to może najskuteczniejsza metoda odwiedzenia niemoralnej mniejszości narodu od nierozumnego pędu do kształcenia się, podnoszenia kwalifikacji, zarabiania pieniędzy i bogacenia się. Słowem, do psucia krajobrazu społecznego w Polsce, który zgodnie z tradycją powinien składać się z nieszczęsnych, kwękających i narzekających klientów budżetu państwa.

Ale możemy spać spokojnie. Kontrrewolucja nie przejdzie. -