Wstąpił we mnie ostatnio duch reformatorski, tak porwały mnie wysiłki PiS na rzecz zmian w kodeksie karnym, a zwłaszcza przywrócenia kary śmierci. Przed wojną, a dokładnie 1 kwietnia 1922 roku, Antoni Słonimski proponował, aby kary więzienia powyżej lat pięciu zamienić na karę śmierci ze względu na różnice w kosztach i oszczędności budżetowe. Teraz też słychać, że rozmaici przestępcy siedzą wygodnie w więzieniach na koszt podatników, podczas gdy te pieniądze można by przeznaczyć na jakieś szlachetne cele, na przykład dożywianie dzieci najuboższych albo podwyżkę diet poselskich. Jeśli mamy reformować kodeks, to zgodnie z zasadami ekonomii. Ideałem byłoby wprowadzenie reguły, że każdy siedzi na swój koszt, jak w hotelu, dopóki ma pieniądze. Jak mu się skończą, a rodzina też nie chce płacić, odprowadza się go na miejsce egzekucji.

Oprócz ekonomii wprowadziłbym też do kodeksu karnego moralność. Coraz częściej się zdarza, ostatnio niemal codziennie, że otwierają się perspektywy trafienia na ławę oskarżonych aktywistów politycznych, posłów, funkcjonariuszy państwa, słowem osób publicznych, poza tym znanych z nieprzejednanej postawy etycznej i tropienia nieprawości u innych. Moim zdaniem do akt sprawy przeciwko osobom publicznym powinny być, jako dowody okoliczności obciążających, dołączane wszystkie wypowiedzi moralizatorskie, demonstracje własnej szlachetności i wskazania na podłość innych. Obfitość takich wypowiedzi powinna prowadzić do nadzwyczajnego zaostrzenia kary ze względu na szczególną szkodliwość społeczną. Oczywiście aż do kary śmierci włącznie.

Katonów ci u nas pod dostatkiem, ale większość jakoś tak wcześniej czy później rozchodzi się z prawem. Publicznie uprawiane moralizowanie innych dziwnie idzie w parze z prywatnym kombinowaniem, kręceniem i korupcją dla własnej korzyści. Prawdziwi przestępcy starej daty, złodzieje profesjonalni i oszuści zawodowi nie puszą się w Sejmie, nie uczą innych etyki w telewizji, nie wypowiadają się o moralności po gazetach, tylko kradną, a gdy zostaną złapani, przyjmują karę jako ryzyko zawodowe. Amatorzy ze świata polityki grzmią ze wszystkich ambon, potępiają złoczyńców, a potem domagają się, by sądy traktowały ich tak samo jak zawodowców. A nawet łagodniej. Tak nie może być. Im kto wlazł na wyższy szczebel moralistyki, tym dłużej powinien siedzieć. Po cichu. -