Jakoś tak dziwnie polski krajobraz, jak go nazwać, polityczny, społeczny, towarzyski, gospodarczy, kryminalny, ale w każdym razie bardzo polski, wydaje mi się niespójny. Niejednolity. Jak dwa nałożone na siebie zdjęcia. Rodzina za stołem na imieninach i prosektorium w trakcie sekcji. Z jednej strony mamy sitwę, sztamę, amikoszonerię i popieranie się aż po grób (polityczny), a z drugiej – walkę na noże i przegryzanie gardeł. Każdy przeciw każdemu i Bóg przeciw wszystkim. Teraz, w związku z aferą Orlenu i działalnością komisji śledczej, wszystko to stało się jeszcze bardziej konwulsyjne. Skrajne przejawy namiętnej lojalności mieszają się z ochoczym kapowaniem albo udawaniem idioty ponad normalną polską miarę.

Ja jestem do takich przejawów życia politycznego i gospodarczego nieprzystosowany. Czuję, że ogarnia mnie coraz głębsza frustracja. A jednocześnie nie mogę z siebie wykrzesać tyle słodkiej dobroci serca, żeby uznać, iż żadnych afer, przekrętów, powiązań i poplątań ujawniać ani drążyć nie należy, a komisje śledczą trzeba rozwiązać, bo to tylko szkodzi na trawienie i psuje cerę.

Oczywiście, byłoby bardzo miło uwierzyć, że wszystko to, co pisze się i mówi o Orlenie, to są tylko pomówienia prawicy, która, jak wyraził się jeden z baronów SLD, chce upiec swoją polityczną pieczeń. Doświadczenie życiowe mnie jednak uczy, że jeśli ktokolwiek mówi o politycznej pieczeni, o wodzie na młyn, a jeszcze brudnej, to sprawa jest poważna.

Frustruje mnie to, że biznes polski poprzerastany jest polityką jak boczek słoniną. To już symbioza, a właściwie wzajemne pasożytnictwo. Biznesmeni żywią się uprzejmością polityków, a politycy napychają pieniędzmi biznesmenów. Aż dziwne, że biznesmeni, którzy w końcu są najbardziej prężną grupą społeczną, znacznie energiczniejszą od polityków, nie doszli jeszcze do wniosku, że po cholerę im pośrednicy polityczni, po co utrzymywać bandę darmozjadów, kupować ich przychylność, ustawy i rozporządzenia o prywatyzacji. Przecież znacznie prościej byłoby samemu wziąć się za politykę. Gdyby Kulczyk sam był premierem, nie byłoby całego tego zamieszania. -