Wczorajszy tytuł z pierwszej strony „Rzeczpospolitej”: „Świat nie uznaje sfałszowanych wyborów”, jest nadmiernie skrótowy. Wymaga uzupełnienia. Świat nie uznaje, ale za wyjątkiem Marka Barańskiego i „Trybuny”. Obie te instancje moralne uznają, jak się wydaje, tylko wybory sfałszowane, bo tylko w takich wygrać mogą ich faworyci. „Trybuna” pisze, że nie ma żadnych dowodów na sfałszowanie wyborów na Ukrainie. Nie przekonują jej ani ponadstuprocentowa frekwencja, ani czysto arytmetyczna rozbieżność rejonowych sprawozdań z centralnym, ani wreszcie świadectwa międzynarodowych, zwłaszcza polskich obserwatorów. Ci ostatni są niewiarygodni, bo należą do prawicy i pojechali, zdaniem „Trybuny”, na Ukrainę nie po to, aby nadzorować uczciwość wyborów, tylko żeby się pokazać w telewizji. Ciekawe, kto powinien pojechać, żeby wzbudzić zaufanie „Trybuny”, bo przecież nawet nie Borowski. Tylko Jaruzelski z Kiszczakiem mogliby zadowolić tę gazetę czasu przeszłego.

Marek Barański w swoim komentarzu nazywa demonstrantów z Kijowa, którzy nie chcą już dłużej znosić cierpliwie oszustw władzy – cwanym żywiołem. Towarzyszu Barański, czyżbyście już zapomnieli o warchołach i wichrzycielach? W Polsce te nośne hasła polityczne są, niestety, nie do użytku, ale w stosunku do Ukrainy jak najbardziej na miejscu. Taka jest różnica między krajem, w którym ukazuje się „Trybuna”, a jego sąsiadem, którego „Trybuna” chce bronić przed powtórką z nieszczęsnego losu Polski.

Barański uważa, że problem Ukrainy powinien zostać rozwiązany nie tyle na fundamencie prawdy, ile na fundamencie prawa. Chodzi oczywiście o prawo silniejszego, a nie o przestrzeganie prawa wyborczego i zwykłej przyzwoitości. Prawda natomiast, jak zwykle w „Trybunie”, może podlegać dialektyce. Oczywiście marksistowskiej. Tak, piękne to były czasy. Może „Trybuna” z Barańskim przeniosłaby się nie tyle na Ukrainę, ile na Białoruś?

Barański pisze, że z czysto polskiego strachu nie może wzbudzić w sobie zaufania do Juszczenki, bo nie wie, jakie polityczne długi zaciągnął u ukraińskich nacjonalistów. Ostatni prawdziwy Polak, który boi się, że rządzeni demokratycznie Ukraińcy, uwolnieni spod kontroli Moskwy, zorientowani na Zachód, przyślą rezunów z UPA, zabiorą nam Przemyśl i wystrzygą nas w osełedec. W chwili, kiedy setki tysięcy Ukraińców skandują „Polsza, Polsza”, Barański chce, żebyśmy się ich bali. My się już nie boimy, nawet Barańskiego, a co dopiero mówić o Ukraińcach.