Ponieważ wyznaję przekonanie, że jeżeli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie, a jeżeli coś może pójść dobrze, to z pewnością utknie, ani przez chwilę nie wierzyłem, że wybory parlamentarne zostaną przyspieszone i odbędą się wiosną. Im głośniej SLD deklamował chęć i wolę przyspieszenia wyborów, tym bardziej się zastanawiałem, co wymyślą, żeby je opóźnić. Nawet pozakonstytucyjne ramy kadencji. Politycy SLD, którzy trzy z okładem lata temu szli do wyborów z obietnicą skrócenia kadencji choćby ze względu na logikę budżetowych rozstrzygnięć i ustalenia kalendarza wyborczego raz na zawsze wiosennie, teraz powiadają, że nie chcą być karpiem domagającym się przyspieszenia Bożego Narodzenia. Nie chcą skrobania, patroszenia i galarety. Bardzo piękny to argument, układanie kalendarza dla ludzi według preferencji karpi. Wszyscy chcą świąt jak najszybciej, 30 proc. Polaków natychmiast, tylko karpie się przeciwstawiają. Co gorsza, karpie mają rację, bez nich nie będzie przedwczesnych świąt, a gromkie obietnice zawsze można zbyć argumentem zapożyczonym od ministra Siemiątkowskiego, że karpie zostały źle zrozumiane.

Jest jednak sposób na przyspieszenie wyborów, a nawet na to, że karpie zaczną wołać głośno o galaretę. Trzeba zawiązać spisek. Niemal co tydzień któryś z instytutów demoskopijnych bada preferencje Polaków i ogłasza rezultaty. Karpie z SLD marnie w tych ankietach wychodzą, co wskazuje, że badani odpowiadają szczerze. No to trzeba się umówić i łgać zbiorowo. Popierać karpie. Jak przez parę tygodni SLD będzie miał sto procent poparcia, albo niewiele mniej, karpie same staną na czele i zażądają galarety.

Jest to pomysł dobry i skuteczny, bo u nas cała polityka sprowadza się do reagowania na ankiety. Ale obawiam się, że wtedy przeciw przedwczesnym wyborom opowiedzą się inne potrawy wigilijne. Borowiki, jagły z odrzutów, chrzan z UP, buraki z Samoobrony, opłatek poświęcany z LPR, łamańce z PSL i bakalie z PiS i PO. Syndrom karpia w galarecie jest zaraźliwy.