Iqbal Sacranie, sekretarz generalny Muslim Council of Britain, zawiadomił brytyjskiego ministra spraw wewnętrznych Charlesa Clarke’a, że żadna z 350 organizacji muzułmańskich zrzeszonych w Radzie nie weźmie udziału w tegorocznych obchodach rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau organizowanych w Anglii. Powód? Program uroczystości nie uwzględnia Holokaustu narodu palestyńskiego. Wiadomość o bojkocie nadeszła chyba zbyt późno, aby Parlament Europejski mógł do swojej rezolucji oświęcimskiej dopisać jako ofiary obozu Palestyńczyków. Najlepiej zamiast Polaków, a może i Żydów.

Relacje, jakie dochodzą z PE na temat walki o treść tej rezolucji, o przycinaniu i fastrygowaniu prawdy historycznej tak, aby pasowała do potrzeb politycznych i snobizmów intelektualnych współczesności, mogą być najlepszym argumentem za odrzuceniem ratyfikacji traktatu konstytucyjnego. Całkowite poddanie się władzy instytucji europejskich będzie oznaczało w praktyce podporządkowanie się fobiom i ideologiom politycznych krętaczy klasy angielskiej baronowej Sary Ludford, rewolucyjnego internacjonała Daniela Cohn-Bendita albo niemieckiego socjaldemokraty Martina Schulza, wybranego na przewodniczącego frakcji głosami m.in. SLD. Obyśmy się nie doczekali już wkrótce tego, że z Brukseli nadejdzie dyrektywa regulująca obowiązującą wykładnię historii najnowszej. Będzie brzmiała mniej więcej tak: we wrześniu 1939 Polacy napadli na miłujący pokój naród nazistowski, potem założyli polskie obozy koncentracyjne, w których dopuścili się wspólnie z Żydami ludobójstwa na narodzie palestyńskim i homoseksualistach, a po 5 latach zbrodni ukoronowali ją wypędzeniem Niemców bez odszkodowania.

Nie wszyscy Niemcy byli nazistami. Mieszkając w RFN, byłem świadkiem wielu dyskusji na ten temat. W jednej z nich ktoś powiedział: a jakie ja, Żyd i homoseksualista, miałem szanse zostać nazistą? No właśnie, nie miał żadnych. Mógł tylko trafić do polskiego obozu.