Techniki nie zmieniają się od stuleci. Najpierw trzeba stworzyć rzeczywistość – dziś powiedzielibyśmy wirtualną – a potem można ją skutecznie zwalczać. Myślących inaczej uznaje się najpierw za przeciwników, następnie degraduje do roli wrogów, którym odbiera się wszystkie cechy ludzkie i których trzeba zwalczać wszystkimi dostępnymi metodami. I oczywiście słownictwo. Najważniejszy warunek sukcesu. Semantyka znaczeniowo pusta, ale o skrajnym ładunku emocjonalnym. Artykuł Kingi Dunin i Sławomira Sierakowskiego „Im gorzej, tym lepiej” opublikowany w „Rzeczpospolitej” z 10 lutego jest podręcznikowym wręcz przykładem wszystkich tych zabiegów propagandowych, tak perfekcyjnie stosowanych kiedyś przez publicystów „Prawdy” i „Sowietskoj Rossii”, „Trybuny Ludu” i „Rzeczywistości”.

Weźmy cytat: „mania lustrowania to jeden z akordów bojowej pieśni prawicy”. Czy to zdanie w ogóle cokolwiek znaczy? Oczywiście. Dokładnie to samo, co gdyby Dunin z Sierakowskim napisali, że lustratorzy dmą w tubę prawicy, lejąc mętną wodę na młyn i są kutymi na cztery nogi psami łańcuchowymi. Że to nie ma sensu? No i co z tego. Nie chodzi o to, żeby coś miało sens, chodzi o demaskację, degradację i siłę oddziaływania.

Równie eleganckim zabiegiem jest zdanie: „Wildstein, przez lata bijący się o tytuł najradykalniejszego antykomunisty, w programie Moniki Olejnik poucza znaną opozycjonistkę Ewę Milewicz”. Dla niezorientowanego czytelnika wynika z tego zdania, że Wildstein nie był nigdy opozycjonistą, w najlepszym przypadku był opozycjonistą nieznanym, a teraz ośmiela się pouczać samą Ewę Milewicz. Po prostu bezczelność. W dodatku Wildstein musiał bić się przez lata o tytuł antykomunisty – widać taki tytuł mu nie przysługiwał, niewykluczone, że sam był najpierw komuchem. Konstrukcja rzeczywistości, która naprawdę nie istnieje, ale którą się tworzy, aby ją potem zwalczać, wygląda u autorów tekstu następująco: Prawica szantażuje całe, myślące poczciwie, to znaczy zgodnie z wytycznymi, społeczeństwo. A czyni to między innymi tak: Jarosław Kaczyński domaga się powołania ponadpartyjnego instytutu, który będzie bronić dobrego imienia Polaków, miedzy innymi przeciw kłamstwu oświęcimskiemu. Dunin z Sierakowskim piszą: „To, że przy okazji wszyscy (…) mają stać się częścią maszynki propagandowej PiS, jest doprawdy drugorzędną sprawą.” No i wszystko jest jasne. Kto sprzeciwia się formule „polskie obozy koncentracyjne”, ten idzie na pasku Kaczyńskich. Kaczyńscy natomiast traktują fałsz historyczny instrumentalnie, można więc – z tekstu w „Rzeczpospolitej” – domniemywać, że gdyby nie widzieli szansy na polityczne wykorzystanie tej sprawy w celu dorwania się do władzy, byliby wobec kłamstwa oświęcimskiego obojętni.

Konstruktywizm Dunin i Sierakowskiego dotyczy też przyszłości: lustracja doprowadzi, według nich, do ograniczenia wolności światopoglądowej, wzniecania antyeuropejskiej histerii, zaostrzania się nierówności ekonomicznych, ograniczania zabezpieczeń socjalnych, a nawet ograniczenia wolności twórczej. Po prostu zgroza przenika czytelnika i można się jedynie pocieszać nadzieją, że nie nadejdzie epoka lodowcowa ani nie spadnie kometa.

Wśród całej plejady ludzi, którzy ośmielają się mieć inne poglądy niż Kinga Dunin i Sławomir Sierakowski, osobą zdegradowaną do roli wroga publicznego numer 1 i pozbawioną wszelkich cech ludzkich jest redaktor naczelny „Wprost” Marek Król. Stoczył się on w oczach pary autorów w otchłań, ponieważ jako były sekretarz KC PZPR dziś jest zwolennikiem dekomunizacji i lustracji. Sam jest więc sobie winien. Gdyby był, jak tylu innych, przeciwnikiem lustracji, miałby szanse być pupilkiem i pieszczochem, krynicą mądrości i opoką, na której można budować przyszłość. Byłby cytowany z nabożeństwem jak sam Oleksy albo Siemiątkowski.

A tak, można – co tam można, trzeba – odebrać Królowi człowieczeństwo. „…mówienie o prawie do zmiany poglądów redaktora naczelnego „Wprost” jest śmieszne. Żeby zmienić poglądy, trzeba je najpierw mieć…”. Co innego Andrzej Celiński, ten ma zapewne i poglądy, i prawo do ich zmiany, ponieważ zmienił zapatrywania na takie, jakie Dunin i Sierakowskiemu odpowiadają. Jak na osoby posługujące się chętnie etykietką liberalizmu to dość radykalny pogląd. Coś jak Henry’ego Forda – samochód może być w każdym kolorze, byle był to kolor czarny. W tym przypadku chodzi oczywiście o czerwony.

Autorzy piszą o nomenklaturowym uwłaszczeniu się Króla na majątku narodowym tygodnika „Wprost”. Kiedy Król przejął „Wprost”, był to prowincjonalny tygodnik o małym nakładzie, przynoszący deficyt. Dziś jest wielkim, ogólnopolskim tygodnikiem opinii i nie jest to skutek uwłaszczenia na deficycie, lecz sukcesu rynkowego i redakcyjnego. W tym samym mniej więcej czasie, kiedy „Wprost” miało skromny nakład, największą i najpopularniejszą gazetą w Polsce był „Express Wieczorny”. Też został uwłaszczony i dziś nie istnieje. Ciekawe, jakie można by znaleźć polityczne, a nie faktyczne wyjaśnienie tego prostego faktu.

Bronisław Wildstein też jest groźny. Jest oportunistą, który gra o władzę. Zdaje się, że oportunistą był już wtedy, kiedy skakał z okna gmachu SB w Krakowie. Pewnie sobie kalkulował, jakie też korzyści osobiste odniesie z tego skoku w przyszłości. Jak sięgnie po władzę. Królowi Dunin z Sierakowskim nie podaliby ręki, Wildsteinowi pewnie także nie. Ale podaliby rękę Maleszce. No to lu! Chyba nie ma jakichś specjalnych przeszkód w uściskaniu Maleszki i wyrażeniu mu sympatii. Maleszka przegrał z historią, piszą wrażliwi autorzy nie bez smutku. Historia jest niesprawiedliwa. Powinien był wygrać i nadal lustrować życie takich antykomunistów jak Wildstein.

Aw obecnej sytuacji problem komunistycznej agentury jest delikatny i skomplikowany, cynicznie instrumentalizowany i licytowany w świetle kamer. To smutne. Przydałaby się jakaś powszechna akcja delikatnego ściskania spracowanych dłoni agentom, oczywiście z daleka od kamer, za to blisko etycznych uniesień i sentymentalnych wzruszeń.

Niestety, nie ma dobrej atmosfery. „…Krzycząc na zmianę „łapaj złodzieja” albo „łapaj agenta” powraca na scenę prawica.” W naturalnej reakcji na tę scenę wkraczają Dunin z Sierakowskim, wołając – nie łapaj złodzieja ani agenta, łapaj Wildsteina, łapaj Króla, łapaj Pospieszalskiego i Śpiewaka.

No to ja też wołam – nie łapaj się za głowę, lepiej się w nią postukaj.