Jest taki dowcip austro-węgierski o końcu wojny. Żołnierze leżą w okopach, a z oddali słychać odliczanie przed salwą: 121, 122, 123. Szeregowiec Rosenblum zrywa się i woła: Chłopaki, koniec wojny. Artylerzyści licytują armaty.

Jak widać, można mieć na moment zakończenia wojny rozmaite poglądy. Nie wydaje mi się jednak prawdopodobne, aby powiodło się nam przekonanie reszty świata, że II wojna światowa zakończyła się w 1989 roku. PRL się skończyła, wspólnota socjalistyczna się skończyła i Jałta też, ale wojna skończyła się jednak dużo wcześniej. Bezwarunkową kapitulacją III Rzeszy 8 maja 1945 roku według kalendarza europejskiego albo jeśli ktoś woli kalendarz kremlowski, to 9 maja.

Dyskusja, czy prezydent Kwaśniewski i premier Belka mają pojechać na obchody zakończenia wojny do Moskwy, jest absurdalna. Skoro wszyscy jadą, to oni także powinni. Choćby po to, żeby zademonstrować i przypomnieć, że Polska, walcząca od pierwszego do ostatniego dnia wojny, wykorzystana i zdradzona nie była sojusznikiem Hitlera i nie budowała obozów koncentracyjnych, jak o tym jest przekonanych wiele osób na Zachodzie. Kwestią naszej narodowej godności jest uczestniczyć w tych obchodach, a nie się od nich uchylać, jak bezmyślnie żądają niektórzy politycy prawicy.

Nieobecni nie mają możliwości przedstawienia swoich racji. Są niemi, więc nie mogą być wysłuchani. Jeśli chcemy dyskutować o tym, jakie jest godne Polaka zachowanie, to rozmawiajmy o tym, co powinni zrobić i co powinni mówić w Moskwie najwyżsi przedstawiciele państwa polskiego. Jakie zastosować metody, aby przypomnieć światu, a raczej uświadomić, że 8 (czy też 9) maja skończyła się wojna, ale nie skończyły się wojenne cierpienia Polaków. Można przypomnieć w Moskwie słowa brytyjskiego parlamentarzysty, zresztą anglikańskiego arcybiskupa, który w 1948 roku, po odwiedzinach w Polsce oświadczył Anglikom: My byśmy tego systemu nie wytrzymali nawet przez dwa dni, ale dla Polaków jest w sam raz.

Musimy przekazać w Moskwie przesłanie, że – trawestując Clausewitza – pokój w Polsce Anno Domini 1945 i później to była wojna innymi metodami. Ale aby to zrobić, nasi przedstawiciele muszą być tam obecni.