Jeszcze mam na ustach smak. Miałem fatalną noc ze środy na czwartek. Pewnie jak większość Polaków nie mogłem spać. Przewracałem się z boku na bok, nękany niepokojem. Poda się do dymisji, czy nie poda? Ustąpi ze stanowiska, czy będzie trwał? Rano kamień spadł mi z serca, bo wprawdzie się podał, ale premier Belka dymisji nie przyjął. Powodem mojej bezsenności był oczywiście minister zdrowia Marek Balicki. A odetchnąłem, bo los Balickiego potwierdza, że nie mamy w Polsce różnych rzeczy, między innymi racjonalnego systemu ochrony zdrowia, ale na pewno mamy silny rząd, silnego premiera i silnego ministra od zdrowia.

Taka niezłomna postawa rządu została słusznie nagrodzona przez rząd, bo na to, żeby ten rząd nagrodził kto inny, nie można było liczyć. Rząd sam musiał wziąć sprawę w swoje ręce. Dziennik „Fakt” poinformował, że rząd przyznał sobie premie za dobre sprawowanie, sukcesy w pracy zawodowej i osiągnięcia w pracy społecznej. Balicki dostał 12 tysięcy. Inna wybitna podpora Belki, Jaruga-Nowacka – 19,6 tysiąca. Jerzy Swatoń 12 tysięcy, pewnie dlatego, że nikt w Polsce nie zauważył, że jest ministrem i nikt też nie wie czego. Wszyscy natomiast wiedzą, kim jest Magdalena Środa i za to dano jej tylko 7 tysięcy. Teraz Środa powinna zaskarżyć swoją premię jako przejaw dyskryminacji. Dla wizerunku tego rządu zrobiła przecież – słaba kobieta – więcej niż trzech facetów razem: Sawicki (12), Opawski (12) i Gronicki (też 12 tysięcy).

Zasadę, że każdy, jak rząd, powinien nagradzać się sam, należy rozszerzyć na wszystkich Polaków i wpisać ją do konstytucji. Przecież nikt nie potrafi lepiej ocenić zasług i określić wysokości premii niż sam zainteresowany. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby premie rządowi wyznaczał Sejm – Balicki musiałby dopłacić, Hausner dostałby bon do stołówki dla bezdomnych, a Kalisz 2,20 na butelkę piwa Po Zbóju. A tak, rząd rozdał sobie dwa miliony złotych, które przyczynią się do ożywienia handlu i wzrostu PKB.

Gdyby jednak zasady miały się zmienić, proponuję nagradzać premiera i ministra finansów deficytem budżetowym, a ministra zdrowia zadłużeniem szpitali.