Czy słyszycie państwo po nocy stuk siekier? To radykałowie ostrzą pale, na które nawlekać będą umiarkowanych. Po zaśnieżonych polach wieje grozą. Prawica się radykalizuje, słychać zewsząd. Jeszcze nie wiemy, kiedy będą wybory, ale już wiemy, że po wyborach zapanuje stan katastrofy narodowej, jeśli nie wybierzemy właściwie. Największym zagrożeniem demokracji w Polsce jest dziś sama demokracja, zagrożeniem wolności wyborów są wolne wybory. Wolność słowa zagraża wolności słowa, skoro każdy może mówić i pisać, co mu się podoba. Jawności życia publicznego zagraża dążenie do jawności życia publicznego. Wołanie o przestrzeganie prawa jest zagrożeniem dla porządku prawnego.

Prawicowy radykalizm się zagęścił. Nie ma już żadnych różnic między ojcem Rydzykiem i Janem Marią Rokitą. Między Zbigniewem Wrzodakiem i Zytą Gilowską. Jest tylko gabinet grozy polskiego doktora Mabuse. Stado wampirów czyhające na krew niewinnych. Polska scena polityczna jest – jak Ameryka po wyborach prezydenckich – podzielona jak nigdy. Po jednej stronie są umiarkowani, cywilizowani Europejczycy, po drugiej – horda rozpasanej dziczy. Już wiadomo, jak toczyć się będzie kampania wyborcza – Czerwony Kapturku, nie głosuj na Wilka. Krasnoludki, wybierzcie Sierotkę Marysię.

Obóz postępu w granicach prawa (Haszek) i umiarkowania dzwoni na trwogę. Zamiast śmiać się z tego, że Rydzyk podobno zakłada partię Maryja, i zapytać, czy Matka Boska będzie honorowym członkiem, czy dostanie legitymację partyjną numer 1 i czy Rydzyk ma aby na pewno rekomendację patronki, robi się z radiowej groteski horror. Każe się nam wierzyć, że Rydzyk wygarbuje wszystkim skórę różańcem, że Polska będzie za chwilę państwem wyznaniowym, że zapłoną stosy i zaskrzypią szubienice. Zamiast bać się paru starych dewotek, rozsądniej jest się lękać umiarkowanej filozof Szyszkowskiej, walczącej o eutanazję. Najpierw na życzenie własne, a potem, być może, cudze. Na pierwszy ogień eksterminacji mogliby pójść radykałowie.

Wśród biadolących nad radykalizacją, a więc naprawdę nad rysującą się różnicą poglądów i programów, są w pierwszym rzędzie liberałowie. Oczywiście umiarkowani. Ich umiarkowanie polega na całkowitym liberalizmie obyczajowym, ograniczonym liberalizmie gospodarczym – każdy może handlować pietruszką, jeśli ma odpowiednie zezwolenia i koncesje – i całkowitej niezdolności do zaakceptowania zwykłego faktu, że ktoś może mieć odmienny pogląd. Odmienny pogląd jest nie tylko fałszywy, jest zły, szkodliwy, niszczący.

W czerwcu czy na jesieni będziemy mieli wybór nie pomiędzy partiami, programami i ludźmi, którzy chcą je realizować, tylko między Złem Absolutnym i Dobrem Ostatecznym. Między życiem i śmiercią. Nie dajmy się nabrać. Nie musimy się wszyscy wprowadzać w stan histerii. Wystarczy, że robią to za nas umiarkowani wybrańcy.