Gdyby któryś z naszych artystów teatralnych miał wyczucie aktualności, to zamiast pokazywać na scenie golasy, narażając aktorów na zaziębienie, albo recytować monologi waginy, wystawiłby natychmiast „Madame Sans Gene” Wiktoryna Sardou. Sztukę, a nie wodewil z przyśpiewkami. Drobne poprawki, trochę współczesnych aluzji dopisanych do tej komedii o konfrontacji teraźniejszości napoleońskich marszałków, generałów i ministrów z ich przeszłością w czasach, w których byli biednymi oficerami, a nawet podoficerami, zrobiłoby ze starej, wyświechtanej ramoty francuskiej najbardziej aktualną sztukę o Polsce dzisiejszej. To przypominanie, kto kogo ukrył, kto kogo przenocował, kto był po której stronie, kto udawał, to wyciąganie kwitów za niezapłacone rachunki za pranie. To jest Polska właśnie.

Najlepiej zresztą byłoby przerobić „Madame Sans Gene” na słuchowisko radiowe i zobowiązać Radio Maryja do emitowania go każdorazowo po wystąpieniach Krzysztofa Wyszkowskiego i Anny Walentynowicz. Pod groźbą odebrania statusu nadawcy społecznego albo reaktywowania zagłuszaczek. Zagłuszaczki to byłby zresztą odwet historii. Zagłuszalibyśmy audycje płynące z terytorium Rosji, i to bez polecenia z Moskwy.

Nasze teatry stoją teraz przed wielką szansą. Prawie cały repertuar klasyczny da się dziś nasycić pięknymi aluzjami, co mogłoby przyciągnąć do teatru widzów. Hamlet powinien na przykład, zamiast odsyłać Ofelię do klasztoru, mówić jej jak Giertych Wałęsie – Ofelio, idź na ryby. Ręce same składałyby się publiczności do oklasków. Owacja na stojąco murowana, ale jak publiczność by już wstała, to mogłaby wyjść. A jakież polskie numery można wykręcić z takiego „wroga ludu” Ibsena. Taka sztuka byłaby lepsza od roczników gazet zaangażowanych w budowanie lepszej Polski i rujnowanie gorszej.

W końcu można by też wystawić „Żaby” Arystofanesa bez żadnych przeróbek, żeby Polacy wiedzieli, iż należą do cywilizacji europejskiej i że od antyku nic się tak naprawdę nie zmieniło. Najlepiej w przekładzie Artura Sandauera: „Rechu! Rechu! Kwaku! Kwaku! Śród moczarów i mokradeł; Harmonijną serenadę; Na fujarkach, chlupu, chlap; Wygrywają chóry żab”.

To może być przebój. Zwłaszcza wśród rzekotek i ropuchów.