W ponurych czasach dyktatury proletariatu i kierowniczej roli partii była tylko jedna Spółdzielnia Ucho, która nas podsłuchiwała. Teraz, wedle relacji fachowców, jest takich spółdzielni kilka. ABW, AW, WSI, CBŚ plus jeszcze służby celne i skarbowe. Nie ma w tym nic dziwnego, w związku z rozwojem telefonii jest duża podaż interesujących rozmów, więc popyt na podsłuchiwanie też się musiał zwiększyć.

Zgodnie z prawami rynku doprowadziło to do rywalizacji podsłuchujących o podsłuchanie rozmów najbardziej interesujących. Aż prosiłoby się wydawanie jakiegoś biuletynu branżowego z podsłuchów i konkurs dla najbardziej bulwersującego podsłuchu z nagrodami. Trzeba tylko rozstrzygnąć, dla kogo – dla podsłuchującego czy dla podsłuchiwanych.

Na razie skromnie ujawniane w mediach treści podsłuchane doprowadziły do poważnego wzrostu kultury języka w kręgach elity polityczno-gospodarczej. Nikt bowiem nie chce, żeby mu wyliczano w prasie, że w ciągu kwadransa użył 145 razy słowa na „k”, a 77 razy na „ch”. Nikt nie chce wyjść na chama bez salonowego obycia, który nie potrafi bez wyzwisk wytłumaczyć rozmówcy, kto przekręcił miliony i ile. Prowadzi to oczywiście do pewnych trudności komunikacyjnych, bo jak przekazać informację, skoro z 200 znanych słów polskich można użyć tylko połowę?

Politycy i ich partnerzy z gospodarki i finansów dopiero uczą się, ale za to pilnie, zastępowania przyswojonego w dzieciństwie zasobu słów eufemizmami. Już w następnych stenogramach podsłuchanych rozmów będziemy mogli przeczytać frazy: ten syn starej ulicznicy może mnie pocałować. Już wkrótce dojdziemy do klasyki, do cór Koryntu, wnuków Koryntu i narzędzi Priapa.

Niestety, ta nowa i korzystna tendencja językowa prowadzi do dalszego pogłębiana dystansu między elitą i resztą społeczeństwa. Elita się sublimuje, a Polacy dalej mówią tak, jak im nakazuje tradycja, bo wierzą, że skoro nie prywatyzowali PZU ani nie wyznaczali rady nadzorczej Orlenu, nikt ich nie podsłuchuje. I to jest błąd. Jeśli chcemy doskonalić potoczną polszczyznę, trzeba powrócić do idei generała Jaruzelskiego i zaprowadzić podsłuch powszechny. Jak ktoś znów usłyszy w telefonie „rozmowa kontrolowana”, będzie się miarkował i może nawet, zamiast plwać na rząd i prezydenta, pochwali. A przy okazji, będzie to bardzo piękna forma uczczenia 25. rocznicy „Solidarności”.