Donoszę uprzejmie Pani Głównej Inspektor Ochrony Danych Osobowych, że dane, które ma chronić, są ujawniane permanentnie. Nie tylko przez IPN. Przez wszystkich wkoło. Od paru dni media przekazują mi nieustannie dane jakiegoś pana Jana vel Janusza Kobylańskiego. Miejsce i datę urodzenia. Imiona rodziców. Nazwisko panieńskie matki. Adres zamieszkania. Przebieg kariery zawodowej – szmalcownik, szpieg sowiecki, fałszerz dokumentów, współpracownik SB, milioner, opiekun Radia Maryja. Czy ten pan wyraził zgodę na publikowanie swoich danych? Bardzo wątpię i liczę na zawiadomienie prokuratury.

Pozwolę też sobie zwrócić uwagę Pani GIODO, że wszystkie znane mi redakcje gazet zajmują się nielegalnym gromadzeniem danych o rozmaitych osobach, łącznie z intymnymi szczegółami w celu podania ich do publicznej wiadomości. Nazywa się to eufemistycznie i oszukańczo dziennikarstwem śledczym, a jest po prostu łamaniem norm prawa. Niektóre redakcje zgromadziły wielkie archiwa danych osobowych, łącznie ze zdjęciami, które z pewnością nie zostały zgłoszone do GIODO i są poza wszelką kontrolą. A potem mamy afery, które wstrząsają fundamentami państwa.

Słusznie zainteresowała się pani ujawnieniem danych osobowych ludzi, którymi interesowała się z sukcesem lub nie SB. A co z danymi esbeków, którzy się interesowali? Przecież bez żadnej żenady ujawnia się ciągle, że Wojciech Jaruzelski był generałem, szefem WRON, I sekretarzem partii, premierem, że wprowadził stan wojenny i że mieszka Pod Skocznią. Trzeba temu także położyć kres.

Pierwszym krokiem do skuteczności byłaby niewielka zmiana nazwy – na Główny Inspektorat Ochrany Danych Osobowych.

Nie życzyłem w tym roku nikomu Wesołych Jaj, bo Jaja mamy takie, że boki zrywać.