Uniesiony powszechną falą zacząłem się zastanawiać, z kim tu się pojednać i komu podać rękę. I wyszło mi po dłuższych deliberacjach, że najchętniej jednałbym się z tymi, z którymi jestem w najlepszej komitywie i najbardziej ochoczo ściskałbym dłonie tym, którym i tak podaję. Wstyd się przyznać do małostkowości, ale w sprawie jednania się z każdym i podawania rąk na prawo i lewo proszę na mnie nie liczyć. A znów wybaczyć, wyściskać, a potem polecieć z pozwem do sądu lub prokuratury albo przyłożyć kijem bejsbolowym po głowie wydaje mi się – nie to, że mało chrześcijańskie. Raczej mało eleganckie.

Przyznaję jednak, że wizja powszechnej zgody jest pociągająca. Wyobraziłem sobie narodowy piknik na krakowskich Błoniach, transmitowany na żywo przez telewizję. Michnik przychodzi na kolanach do Rywina bez magnetofonu. Kaczyńscy całują po rękach Wachowskiego. Politycy z listy tulą do piersi Macierewicza. Lekarze i delegacja pacjentów noszą na rękach przybranego laurem męczeńskim Łapińskiego. Balcerowicz tarza się w prochu przed Lepperem, który wybacza mu sprzedaż ojczyzny i ludobójstwo Polaków. Komisje śledcze piją bruderszaft z Kulczykiem, Kuną, Żaglem, a nawet Kwaśniewskim. Kulczyk, przy dźwiękach „Te Deum laudamus”, odczytuje akt przepisania całego majątku na Giertycha. Obok Maleszka wybaczający Wildsteinowi, że musiał pisać na niego donosy. Ksiądz arcybiskup Życiński wręcza Benderowi dyplom Pierwszego Katolika Rzeczpospolitej. Nieopodal ojciec Rydzyk w mycce i z pejsami odmawia kadysz za żywych i umarłych. Leszek Miller, który specjalnie przyleciał z Ameryki, dzieli zamorskie łakocie między Oleksego i Borowskiego. Prokuratura biesiaduje z Pruszkowem i Wołominem pod ochroną policji, a Polacy masowo zapisują się do Frontu Jedności Moralno-Politycznej Narodu.

Bardzo to piękna byłaby wizja, gdyby nie świadomość, że udusilibyśmy się w końcu wszyscy w oparach obłudy i hipokryzji. Dlatego radzę, nie poprawiajmy ani siebie, ani innych, ani życia w ogóle, ani nawet polityki zbyt gwałtownie. Dążenie do dobra nie może być tak pospieszne, żeby nie dawać czasu na dostrzeżenie i nazwanie zła.