rybinski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

Emocjonalne mamy czasy. Strasznie dziś łatwo o uczucia, gorzej z rozumem. Łkanie, jakie rozległo się na konwencji wciąż rządzącego Polską, przynajmniej formalnie, SLD, lament i skarga na prześladowania, jakim podlega ta formacja i jej światli przedstawiciele, mogły podnieść nawet mnie włosy na głowie. To jakiś ciemny spisek rywali politycznych, mediów i całego społeczeństwa. Uwzięli się. Po prostu jatka i makabra. Zamiast, jak słusznie zauważył reeksportowany z USA Leszek Miller, rozpamiętywać zbrodnie reżimu Buzka, Polacy zajmują się dokonaniami SLD i samego Millera.

A będzie jeszcze gorzej, bo nadciąga rozliczanie życiorysowe, przed czym przestrzegł kandydat na prezydenta Jerzy Szmajdziński. To rzeczywiście straszne: będzie się grzebać w życiorysach i kto się ześwinił, zostanie nazwany świnią, a kto się złajdaczył, łajdakiem. Świnie i łajdaki nie będą reprezentowani w parlamencie, a manikiurzystom z UB, specjalistom od sadzania na odwróconym stołku i ukręcania sutek kobietom mogą nawet odebrać ciężko wypracowane renty specjalne za zasługi w walce o wolność i demokrację.

Nie mniej emocjonalne i nie bardziej roztropne było sobotnie przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na warszawskiej imprezie PiS „Wiosna Polaków”. Prezes Kaczyński zapowiedział kres liberalizmu w Polsce i koniec liberalnej III Rzeczypospolitej, którą nazwał Rywinlandem. W dzisiejszych czasach pojęciowego chaosu słowa „liberał” i „liberalizm” traktowane są często jak obelgi. Dlatego nie tak łatwo zrozumieć, o co chodzi, gdy politycy rezonują o liberalizmie. Jeśli dobrze zrozumiałem prezesa PiS, Rywin jest dla niego symbolicznym liberałem, bo namotał aferę. Pęczak też pewnie jest liberałem, konsekwentnie także „Masa” i „Marchewa”. Liberalizm światopoglądowy i ekonomiczny to nic innego jak tylko forma przestępczości zorganizowanej, którą należy zwalczać z całą surowością prawa.

Szykuje się nam ciekawa kampania wyborcza. SLD będzie występować w roli śnieżnobiałych baranków, niewinnie przeznaczonych na rżnięcie, a PiS będzie walczyło z liberalizmem, korzystając ze swobód politycznych i obywatelskich prowadzących Polskę do ruiny. Będzie niezła zabawa.

W tym roku przypada 200. rocznica bitwy pod Trafalgarem, w której flota brytyjska, dowodzona przez admirała Horatio Nelsona, rozgromiła połączone siły francusko- hiszpańskie. Praktyczni Anglicy przyspieszyli jubileusz – bitwa odbyła się w październiku, ale obchody ze względu na pogodę wyznaczono na 28 czerwca. W zatoce Southsee w pobliżu Portsmouth odbędzie się międzynarodowa parada okrętów wojennych, przyjmowana przez królową Elżbietę II, oraz wielkie widowisko – odtworzenie przebiegu bitwy pod Trafalgarem, którą wygrał i w której zginął brytyjski bohater narodowy, admirał lord Nelson. Wszystko będzie jak przed 200 laty, z jednym wyjątkiem – rząd podjął decyzję, aby dla ochrony uczuć narodowych francuskich gości nie wspominać w czasie uroczystości z kim walczył Nelson i kogo pokonał. Flota Czerwonych będzie walczyła z flotą Niebieskich. Armatnia kula Niebieskich urwie nogę admirała Czerwonych.

To jest pierwsza cegła fundamentu, na której budować będziemy nową Europę powszechnej zgody i całkowitego zapomnienia. To już nie rewizjonizm historyczny, tylko historyczna amnezja. Za parę lat okaże się, że we wszystkich wojnach toczonych od tysiącleci w Europie Czerwoni bili się z Niebieskimi. Pod naszym Grunwaldem Czarni będą się potykać z Białymi. 1 września będziemy obchodzić rocznicę napadu Żółtych na Zielonych, a 17 września wspominać, jak się przyłączyli – nie, nie Czerwoni, to niebezpieczne skojarzenie – Ceglaści. Dzieci będą się uczyć w szkołach, że Fioletowi zamykali w obozach koncentracyjnych i posyłali do gazu Różowych. Będzie pięknie, będzie harmonijnie, będzie bosko.Wojen i bitew mamy w historii pod dostatkiem. Oby nam tylko wystarczyło barw do ich poprawnego politycznie pokolorowania i polukrowania.

Minister zdrowia Marek Balicki ma taką koncepcję, żeby przed wyborami zafundować Polakom z ich własnych pieniędzy ulgową antykoncepcję. Wpisanie środków antykoncepcyjnych na listę leków refundowanych sugeruje, że ciąża jest chorobą, której profilaktyka jest ważniejsza od leczenia cukrzycy, raka i innych schorzeń, wymagających leczenia, na które pieniędzy nie ma.

Oczywiście, można się dopatrzeć w takim traktowaniu ciąży pewnej logiki. Jeśli się popatrzy na naszych polityków ze świadomością, że oni też kiedyś byli ciążą, nawet ideowi przeciwnicy antykoncepcji gotowi są przyznać, że ciąża to choroba i do tego społeczna. Zwłaszcza że na tym przykładzie dokładnie widać, na czym polega polityka w ich wykonaniu. Na zabieraniu obywatelom za pomocą instrumentów podatkowych pieniędzy umożliwiających refundowanie antykoncepcji, na którą każdymógłby sobie pozwolić prywatnie, gdyby go nie ograbiano. Polityka polega na pośrednictwie, kiedyś dawano obywatelowi za jego własne pieniądze kiełbasę wyborczą, dziś ma to być pigułka wyborcza. Gdyby rząd Belki ogłosił, że ma w programie doprowadzenie Polaków do takiego dobrobytu, żeby nawet emeryci i renciści mogli sobie pozwolić na pigułkę, efekt byłby żaden. Nikt by nie uwierzył. Ludzie wolą, żeby do nich dopłacić, niż żeby im dać zarobić.

Ale skoro ciąża, co przyznają nie tylko lekarze, ale nawet działaczki feministyczne, nie jest chorobą zakaźną, to dlaczego refundacja środków zapobiegających ciąży ma następować z funduszy na zdrowie? Przecież to nielogiczne. Refundujcie z budżetu na sport i kulturę fizyczną, skoro czynności prowadzące do ciąży są formą ćwiczeń gimnastycznych, niekiedy bardzo wyczerpujących.

Albo z budżetu na kulturę masową. Można odebrać dotacje operom, bo znacznie mniej ludzi zachodzi do opery niż w ciążę. Ale najlepiej byłoby powołać Instytut Sztuki Antykoncepcyjnej i wprowadzić na jego rzecz akcyzę od łóżek, mebli biurowych i wszystkich urządzeń mogących służyć prokreacji. Każdy pomysł będzie lepszy od tego, który poronił Balicki.

Stoisz prosto lub cię prostują, to zdanie z księgi siódmej „Rozmyślań” Marka Aureliusza, dzieła którego znajomość bardzo przydałaby się naszym politykom. Kilku stoików w okolicach władzy mogłoby mieć na państwo wpływ znacznie korzystniejszy niż tabuny wrażliwych społecznie socjalistów, jeszcze wrażliwszych chadeków, endeków oraz jedynych sprawiedliwych i wyjątkowo obywatelskich głosicieli powszechnej uczciwości.

Autor „Rozmyślań”, skądinąd cesarz rzymski, zaczyna swoje dzieło od podziękowania dla bogów za to, że miał dobrych rodziców, dobrego dziadka, dobrą siostrę, dobrych krewnych. Pisze, że z łaski bogów jego dzieci nie są pozbawione zdolności i ułomne.

Uczucie dla żony Faustyny okazał natychmiast po urodzeniu ich pierwszego dziecka. Nadał Faustynie tytuł augusty. Mieli jeszcze wiele dzieci, które przeważnieumierały w dzieciństwie, ale uwieczniano je w posągach i na ołtarzach. W roku 176 Marek Aureliusz obsypał tytułami i zaszczytami jedynego żyjącego jeszcze syna, Kommodusa, czyniąc z niego współwładcę cesarstwa. Kommodus okazał się krwawym błaznem, jednym z najgorszych władców w dziejach Rzymu.

Mądrość, nawet stoicka, nie chroni przed nieostrożnością spowodowaną zaślepieniem uczuciami rodzinnymi. Krewni Zyty Gilowskiej nie pretendowali do tronu i nie mieli ozdabiać ołtarzy. Wspierano ich karierę i dochody na miarę możliwości jednej z działaczek jednego z ugrupowań politycznych III RP. Za błąd Marka Aureliusza zapłaciły całe pokolenia Rzymian. Za błąd Zyty Gilowskiej ona sama, ale i my wszyscy, którzyśmy stracili jedną z najbarwniejszych, najbardziej wyrazistych postaci dzisiejszej, szarej i pospolitej polityki. Żałuję jej odejścia bez obłudy, jaką wyczuwałem w wypowiedziach polityków.

- Nie czyń nic bez rozwagi, lecz tylko według zasady dobrze obmyślanej – pisze Marek Aureliusz w jednym miejscu. A w innym: choćbyś pękł, nie zmieni się postępowanie ludzi.

Jury konkursu przeprowadzanego pod hasłem „Tiszert dla wolności” wytypowało na wczoraj hasło do noszenia na koszulkach „Nie płakałem po papieżu”.

Każdemu wolno nie płakać, każdemu wolno obwieszczać to całemu światu.

Zabawne, czy może raczej groteskowe jest to, że konkurs, który ma między innymi wspierać walkę z hipokryzją, zorganizowała”Gazeta Wyborcza”. Ta sama „Gazeta”, która publikuje album „Nasz papież”, a obwieszcza to na billboardach i w reklamach skonstruowanych tak, że może się wydawać, iż Jan Paweł II był papieżem „Gazety Wyborczej”.

Jest to ta sama „Gazeta”, która wielokrotnie strofowała Polaków, że nie wsłuchują się dostatecznie w nauki Ojca Świętego. Ta sama, która celebrowała żałobę po papieżu.

Jeśli to nie jest hipokryzja, z którą „Gazeta” właśnie walczy, to może jest to po prostu biznes – sprzedać trochę albumów o Janie Pawle II, a tym, którzy ich nie chcą, sprzedać T-shirty z pogardliwym napisem.

„Gazeta” zapowiada, że w drugiej połowie czerwca zostaną opublikowane zdjęcia znanychosobistości, ubranych w koszulki z nagrodzonymi hasłami. Łatwo mi sobie wyobrazić Andrzeja Leppera z napisem „Jestem Arabem”, Lwa Rywina w koszulce „Byłem w więzieniu (a nawet jestem)” czy Józefa Oleksego z przyznaniem „Jestem na liście”. Ale kto się sfotografuje z napisem „Nie płakałem po papieżu”? Może Turnau?

Nie, najpewniej „Gazeta” namówi Jerzego Urbana. Najlepiej w towarzystwie Adama Michnika, ubranego w koszulkę „Łkałem jak bóbr”. Wtedy będzie prawdziwy pluralizm poglądów na Jana Pawła II i jego śmierć.

Tą drogą zgłaszam swoją własną propozycję hasła. Proponuję T-shirt z napisem „Nie jestem hipokrytą – nie jestem z „Wyborczej”". Może jury okaże się tolerancyjne i nagrodzi?

Dawno temu pewien mąż uczony próbował tłumaczyć mi czwórwymiarową budowę wszechświata, zakrzywienie czasoprzestrzeni i wyjaśnić fenomen promienia świetlnego, biegnącego na wprost przez kosmos i mimo to wracającego z drugiej strony.

Kosmos jest czterowymiarowy, ludzie postrzegają otoczenie w trzech wymiarach, ale politykajest tylko dwuwymiarowa. W polityce jest tylko lewo albo prawo i jeśli któryś polityk powędruje dostatecznie daleko na prawo, to znajdzie się na lewicy, gdzie spotka polityka wędrującego uparcie w lewo, który dotarł do prawicy. I zupełnie jak mrówki, żaden z nich nie będzie w stanie zrozumieć, skąd się obaj wzięli w tym samym miejscu i dlaczego.

W ramach ogólnego poruszenia w mrowisku politycznym tak się jakoś porobiło, że Ruch Antoniego Macierewicza i Radia Maryja pogalopował w prawo tak ostro, że już mógłby widzieć na horyzoncie nadciągającą z lewej Jarugę-Nowacką na czele hufca Unii Lewicy. Ale nie widzi, bo jest zajęty walką na prawej flance z Giertychem i jego LPR. LPR tłucze po prawicy PiS, więc nie dostrzega, że gdyby nie Jaruzelski w Moskwie, już spotkałoby się z SLD. Platforma Obywatelska nigdzie nie dotarła, bo choć woła, że idzie, i nawołuje, żeby iść z nią razem, to stoi na rozstajach. SdPl jest jeszcze wygodniejsza, bo siedzi. Trenuje do zasiądnięcia w fotelu prezydenckim. Natomiast Partia Demokratyczna rozlazła się we wszystkie strony, na prawo i na lewo, tylko nie w górę, i nie wiadomo, czy się odnajdzie i gdzie bardziej, po lewej czy po prawej. Tak wygląda nasz polityczny krajobraz przestrzenny. Płasko.

Dwaj działacze LPR są oskarżeni o wznoszenie okrzyków „Heil Hitler”. Mogli równie dobrze krzyczeć „Da, zdrawstwuj Stalin”. Z punktu widzenia geometrii politycznej to bez znaczenia.

Żydzi są genetycznie zaprogramowani do korupcji, złodziejstwa i lichwy. Arabowie są bezmyślnymi awanturnikami i leniuchami z tendencją do kradzieży. Włosi z południa mają tendencję do barbarzyńskich i prymitywnych zbrodni z namiętności i są emocjonalnie niedojrzali. Rasą doskonałą są natomiast Chilijczycy, którzy wzięli najlepsze cechy po Indianach i hiszpańskich kolonizatorach. Chorych psychicznie oraz alkoholików należy poddać przymusowej sterylizacji. Homoseksualiści są kryminalistami, ale można ich leczyć. Skuteczna jest metoda operacyjna – w małe nacięcia na ściankach żołądka trzeba wszczepiać fragmenty męskich jąder. To doprowadzi do zmiany orientacji pacjenta na heteroseksualną.

To nie jest bredzenie oszalałego faszysty. To główne tezy dysertacji doktorskiej idola lewicy, zamordowanego prezydenta Chile Salvadora Allende. Do ukrywanego manuskryptu dotarł Victor Farias, profesor studiów południowoamerykańskich na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim, autor mającej się wkrótce ukazać książki „Salvador Allende – Anitisemitismo y Eutanasia”,którą omówił brytyjski „Daily Telegraph”. Doktor nauk medycznych Allende obronił pracę w roku 1933, a w latach 1939 – 1941, kiedy był ministrem zdrowia Chile, usiłował swoje idee wprowadzić w życie. Tylko opór środowiska medycznego zapobiegł uruchomieniu programu eutanazji i sterylizacji. Gotowy już projekt ustawy o eutanazji i sterylizacji nie został poddany pod głosowanie w parlamencie.

Farias przytacza dowody, że w roku 1940 Allende, podobnie jak dwóch innych ministrów, wziął od hitlerowskiego ministra spraw zagranicznych von Ribbentropa łapówkę w wysokości 300 tysięcy Reichsmarek. Za tę łapówkę ministrowie mieli załatwić zakupienie przez Chile od III Rzeszy zapasów broni zrabowanych przez Wehrmacht w zajętej Polsce. Do transakcji nie doszło, ale ambasador Rzeszy doniósł do Berlina, że pieniądze się nie zmarnowały, bo przekupieni propagują idee nazistowskie.

To dziwne, że jak poskrobać komunistę, łatwo się dogrzebać faszysty. Chyba miał jednak rację niemiecki socjaldemokrata Kurt Schumacher, mówiąc, że komuniści to polakierowani na czerwono faszyści.

W każdym razie przywódca polskich gejów Szymon Niemiec, który został wiceprzewodniczącym Unii Lewicy, powinien się mieć na baczności. Festiwal lewactwa z Allende jako jednym z patronów może się zakończyć operacją żołądka i okolic. Pinochet był dla gejów łaskawszy.

Mam już swoje lata, dużo widziałem, dużo słyszałem, a mimo to ostatnio ciągle ktoś mnie zaskakuje i muszę się dziwić. Jarosław Kaczyński zapowiedział odebranie generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu przywilejów i apanaży w odwecie za to, co generał mówił w Rosji i jak się tam zachowywał. Dziwna deklaracja, bo przecież Jaruzelski nie zachował się inaczej niż przez całe życie i nie powiedział niczego, czego by nie mówił już wcześniej. Czego się właściwie Kaczyński spodziewał po generale? Że sobie zmieni w ostatniej chwili życiorys, poglądy, charakter i przynależność?

Jeśli byłem czymś zdziwiony, ale tylko przez chwilę, to oświadczeniem Jaruzelskiego w Moskwie, że wprowadził stan wojenny, aby zapobiec wojnie domowej, podczas kiedy w Polsce mówi i pisze, że zrobił to, aby zapobiec interwencji Sowietów. Ale zaraz przypomniałem sobie, że są dwie wersje 13 grudnia 1981, i że w Moskwie obowiązuje nie tylko inny czas, ale i wersja kontrrewolucyjna. Trzymanie się realiów to żaden powód do degradacji.

Generał zareagował stwierdzeniem, że może pójść żebrać na Dworzec Centralny, bo dworzec też jest dla ludzi. To prawda. Generał na dworcu byłby jednak pierwszym żebrzącym członkiem WRON, jedynym sekretarzem PZPR wśród bezdomnych, wyjątkiem wśród twórców i zarządców PRL oraz dysponentów ludzkich losów z tamtego okresu. I byłaby to najbardziej krzycząca niesprawiedliwość transformacji ustrojowej. Przynajmniej do czasu, aż dołączyłby do Jaruzelskiego Józef Oleksy.

Aktywiści SLD natychmiast zaczęli wołać o kampanii nienawiści, plutonach egzekucyjnych i szubienicach. A jednocześnie zapowiedzieli, że oprą kampanię wyborczą na nostalgii za PRL, w której były i seanse nienawiści, i plutony egzekucyjne, i szubienice. Skrytobójstwa i mordowanie dobrego imienia. Pozbawianie prawa wykonywania zawodu i odbieranie możliwości zarobkowych. Radziłbym więc zachowanie ostrożności w gloryfikacji PRL z generałem Jaruzelskim na czele.

Podobno następnym szefem SLD ma być Krzysztof Martens, znakomity brydżysta. No to mówcie ludziom, że w PRL karta lepiej szła. Dzięki temu, że rozdawał Jaruzelski. I wężykiem to, Jasiu, generalskim.

Historycy Instytutu Pamięci Narodowej odmówili pracy przy zapowiedzianej przez kierownictwo IPN publikacji na temat inwigilacji przez służby specjalne PRL Jana Pawła II bądź nie godzą się na sygnowanie jej swymi nazwiskami. Powodem konfliktu jest niemożność opublikowania żadnych materiałów dotyczących okresu po roku 1983.

Ma to uniemożliwiać przyjęta w stanie wojennym ustawa o SB, tak zwana kiszczakowska, gwarantująca funkcjonariuszom, konfidentom i ich działalności objęcie tajemnicą państwową. Po wieczne czasy. O rozstrzygnięcie konfliktu w łonie IPN Kolegium Instytutu zwróciło się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w nadziei na zniesienie klauzuli tajności. Jest w tym coś nieprzyzwoitego. Czy jako obywatele III Rzeczypospolitej mamy rozumieć, że PRL istnieje nadal, że ABW jest prostą kontynuacją SB, że ma na żołdzie tajnych współpracowników, którzy rozpracowywali Kościół za czasów Kiszczaka i robią to w dalszym ciągu? Być może tak jest, skoro Jaruzelski reprezentuje w Moskwie państwo polskie. To trzeba to otwarcie powiedzieć. PRL załamała się w roku 1989 całkowicie. Politycznie, społecznie i gospodarczo. Ale jej eksponenci i dyspozytorzy przetrwali bezpiecznie i zasobnie, wyniesieni do rangi współbudowniczych III Rzeczypospolitej między innymi przez tych, którzy dziś najenergiczniej przeciwstawiają się jakiejkolwiek lustracji.

Ustawa o IPN robi jeden wyjątek od tajemnicy państwowej. Osoby pokrzywdzone mają prawo publikować to, co znalazły w swoich teczkach. Ale przecież pokrzywdzeni byliśmy wszyscy. Cały naród. Wedle wielu publicystów najbardziej pokrzywdzeni byli konfidenci, którym połamano charaktery. Szkoda, że tyle lat po upadku komunizmu, by poznać prawdę musiałbym namawiać historyków IPN do nieposłuszeństwa obywatelskiego. Musiałbym powiedzieć: Publikujcie wszystko, co dotyczy naszej wspólnej historii, zanim tajemnice państwowe PRL zatrują nasze życie społeczne do reszty.

Dawno nic nie było słychać o Samoobronie i mimo obfitości różnych innych wydarzeń czułem się jakoś nieswojo. Na szczęście na Andrzeja Leppera można zawsze liczyć. Samoobrona zgłosiła w Sejmie projekt ustawy o amnestii.

Projekt jak projekt. Ale uzasadnienie ugrupowania, osobiście zainteresowanego w darowaniu kar i umorzeniu toczących się spraw, jest, jak zwykle w przypadku publicznej działalności Samoobrony, wstrząsające. Po pierwsze zmarł Jan Paweł II, aprzy tej okazji Polacy, zapewne ze szczególnym uwzględnieniem kierownictwa Samoobrony, stali się lepsi (choć już przedtem byli przecież bardzo dobrzy) i należy im się wobec tego amnestia, abolicja i grzechów odpuszczenie. Po drugie, zmarły papież wybaczył Ali Agcy, że strzelał do niego na placu Świętego Piotra, logiczne więc, iż państwo polskie powinno wybaczyć Lepperowi wysypywanie zboża z wagonów na stacji Warszawa Praga. Podobieństwo tych dwóch sytuacji jest uderzające, aż dziw, że nikt go nie zauważył wcześniej. Ponadto, słusznie zwracają uwagę aktywiści Samoobrony, Polska ma za sobą niespotykaną w historii Europy transformację, która wymagała od ludzi zmian w świadomości i mentalności. Nie było to łatwe. Lepper przytacza przykłady, z jakim trudem przyszło rowerzystom pogodzić się z koniecznościątransformacji do stanu trzeźwości. Upłynąć musiało też sporo czasu, zanim działacze Samoobrony zorientowali się, że rewolucyjne zmiany ustrojowe polegają także na tym, że nie wolno fałszować list wyborczych, bić policjantów, wyłudzać kredytów, demolować urzędów, rzucać kalumnii ani przywłaszczać mienia ze szczególnym uwzględnieniem maszyn rolniczych. Prześladowanie takich nieświadomych niczego nieszczęśników wyrokami jest niegodne, zwłaszcza w obliczu odnowy moralnej narodu.

Przyłączam się do wniosku Samoobrony z dodatkowym argumentem – z Klewek doniesiono mi, że z okazji transformacji Supernowej parlament międzygalaktyczny ogłosił amnestię dla uczestników blokad na Drodze Mlecznej. Nie możemy być gorsi, bo to wstyd przed całym kosmosem.


  • RSS