Płacz jest powszechny, nawet słychać zgrzytanie zębów, ale tak naprawdę Europa dawno nie miała takich powodów do optymizmu jak klęska traktatu konstytucyjnego i ściśle z nią związane fiasko szczytu w Brukseli. Nie jest prawdą, że na szczycie starły się egoizmy brytyjski z francuskim. Był to tylko odprysk generalnego konfliktu, którego u nas z perspektywy dopłat do rolnictwa i 10 euro na mieszkańca województw wschodnich (10 euro to 10 butelek bełta) jakoś nikt nie dostrzega. Jest to konflikt o fundament, na jakim ma być zbudowana Europa, przesądzający na zawsze o jej losach.

Francuzi, którzy chcą zbawiać świat na swój obraz i podobieństwo, zarazili Unię skrajnym etatyzmem. Niemcy, producenci trzech czwartych ustawodawstwa światowego (wybudowanie domu jednorodzinnego wymaga w RFN uwzględnienia 164 ustaw z 5 tysiącami paragrafów), zainfekowali Europę biurokracją. Efektem jest między innymi armia 400 tysięcy urzędników Komisji Europejskiej i jej delegatur oraz poroniony projekt traktatu konstytucyjnego, pęknięty na pół. Pierwsza część to wolności, których nikt nie może ustawowo ofiarować jednostce, bo przysługują jej z urodzenia, oraz wątpliwe, bo zbędne prawa, a druga to odbieranie i ograniczanie tych praw i wolności przepisami szczegółowymi i delegowanie decyzji do urzędów. Na drugim biegunie są Brytyjczycy, z tradycją prawa naturalnego, praw negatywnych, indywidualizmu i liberalizmu. To jestjądro konfliktu, a nie brytyjski rabat, dopłaty do rolnictwa czy fundusze strukturalne. One to tylko skutek różnic światopoglądowych. To nie społeczeństwa budują dziś UE, to Unia chce kształtować społeczeństwa.

Tradycja polska, tej wyklinanej po wielekroć demokracji i złotej wolności szlacheckiej, indywidualizmu, oporu przed wszechmogącą władzą, jest bliższa anglosaskiej. Niemcy mogą się dobrze czuć w zbiurokratyzowanej Europie, bo nawet Max Weber nie znał pojęcia porządku spontanicznego. My byśmy się dobrze nie czuli. My jesteśmy przyzwyczajeni, że to ludzie tworzą idee, a nie akceptujemy idei tylko posługujących się ludźmi.

Polscy politycy dostali szansę współtworzenia Europy narodów i jednostek przeciw Europie urzędów, biurokratów i drobiazgowych przepisów. Oby z niej skorzystali.