Po moim felietonie o 19-procentowym podatku liniowym profesora Hausnera, korzystniejszym dla biednych od 15-procentowego, dostałem sporo listów wskazujących, że pobłądziłem. Napisałem mianowicie, że różnica między 19 procentami a 15 procentami wynosi 4 procent. Tymczasem ta różnica wyrażona w procentach to 26,67 proc. Cztery to różnica w punktach procentowych. Biję się w piersi.

Natomiast przed Janem Lityńskim, którego list opublikowała wczorajsza „Rz”, nie biję się w piersi i nie padam na kolana, mimo że jego wywód o odejmowaniu rozmaitych kwot od 200 złotych brzmi tak zabawnie, że aż przekonująco. Owszem, prof. Hausner obiecał kwoty wolne od podatku, a także ulgi prorodzinne, inwestycyjne aktywizacyjne i być może, jeśli skończyło się jak Lityński piątą klasę, a nie tylko czwartą, jak ja, da się to wszystko ładnie wyliczyć i w sumie 19 procent okaże się mniej niż 15 procent. Wszystko to jest możliwe, tylko dlaczego wobec tego prof. Hausner nazywa swój podatek liniowym? Liniowy podatek, tak mnie uczyli w czwartej klasie, jest wówczas, kiedy każdy, żonaty, dzieciaty, rozwodnik i wdowiec, bankier, dziennikarz, hydraulik i polityk demokratyczny płaci taki sam procent od swoich dochodów jako podatek. Jeśli każdy, w rezultacie rozmaitych sztuczek ustawowo-księgowych, płaci różnie, to nie jest to podatek liniowy, tylko normalny podatek socjalistyczny wedle zasad sprawiedliwości społecznej. Podatek wymagający kwitów, PIT, zaświadczeń, urzędników kontroli skarbowej, bo przecież skłania do oszustw.

Oczywiście, i tego uczą kandydatów na polityków od razu w pierwszej klasie, zwykły podatek liniowy bez ulg, odpisów, kwot jest politycznie mało skuteczny. Pozbawia polityka możliwości okazania troski, dobroci i dbałości o biednych i uzyskania od nich wdzięczności wyborczej.

W szkole, do której chodziłem, problemy podatkowe wykładali von Mieses, Pareto, Ramsey, von Hayek. Dla liberalnej partii demokraci.pl to żadne autorytety. Ich wrażliwy społecznie liberalizm kończy się na obyczajach, gejach i zakopywaniu teczek. W ich szkole, w piątej klasie wykładano dialektykę języka, dzięki której podatek progresywny – choć w tym wypadku lepsza jest nazwa podatek regresywny – może być reklamowany jako liniowy. A może jakieś kursy? Na naukę nigdy nie jest za późno.