Jak dowiedzieliśmy się z tych samych źródeł co zwykle, w kuluarach sejmowych i okolicznych zawiązała się szeroka koalicja sił społecznych, która wystąpi z projektem nowelizacji ustawy lustracyjnej. Zgodnie z projektem lustracji mają podlegać nie tylko kandydaci na kandydatów w wyborach prezydenckich, ale także osoby zamierzające głosować w wyborach. Autorzy projektu różnie motywują ten pomysł. Osoby związane z ugrupowaniami prawicowymi uważają, że to niedopuszczalne, aby prezydenta III Rzeczypospolitej wybierali ludzie splamieni w przeszłości współpracą i kontaktami z SB. Natomiast lewica i liberałowie są zdania, że lustrowanie tylko kandydatów, z pominięciem tych, którzy wezmą udział w wyborach jako głosujący, jest łamaniem zasady równości wobec prawa.

Na mocy znowelizowanej ustawy każdy, kto ma zamiar pójść do urny, musi złożyć w trybie pilnym oświadczenie lustracyjne, deklarując, że współpracował (bądź w wyjątkowych wypadkach nie współpracował) z organami bezpieczeństwa PRL. Kto złoży fałszywe oświadczenie, zostanie uznany za kłamcę lustracyjnego i utraci czynne prawa wyborcze na lat 10.

Mąż zaufania grupy inicjatywnej, który powiadomił nas niezwłocznie o poufnych ustaleniach, zwrócił też uwagę na poszerzenie pojęcia kłamstwa lustracyjnego – za kłamcę uznany będzie nie tylko ten, kto zadeklaruje, iż nie współpracował, mimo że IPN ma na niego kwity, ale także ten, kto oświadczy, że współpracował, choć w archiwach nie ma na niego żadnego haka.

Kłamstwo jest kłamstwem – stwierdził jeden z polityków.

Obywatelu, teraz wszystko w Twoich rękach. Jeśli zamiast tłoczyć się do urny, planujesz spokojny wyjazd na łono natury, złóż odpowiednie oświadczenie. Sam wiesz, jakie. Zgodne z prawdą. Spełnisz obywatelski obowiązek, zyskasz spokój sumienia, nie będziesz odpowiedzialny za wynik wyborów, osobę ani dokonania następnego prezydenta i będziesz mógł umyć ręce.