Przyśniła mi się Polska Anno Domini 2030. Piękny sen. Właśnie miało się ku wyborom parlamentarnym i prezydenckim. Prawica zapowiadała utworzenie VI Rzeczypospolitej i zdecydowaną walkę z korupcją. Lewica się konsolidowała i odnawiała pod hasłem zgody narodowej i sprzeciwu wobec dzielenia Polaków na lepszych i gorszych. Sąd odroczył proces lustracyjny Józefa Oleksego wobec stwierdzenia postępującej sklerozy u członków składu sędziowskiego, którzy nie pamiętali już, o co chodzi. Trwała ogólnonarodowa dyskusja w sprawie lustracji i dostępu do teczek, w której wnuki konfidentów spierały się z wnukami ich ofiar. Na bazarach teczki, po latach boomu, można już było kupić za bezcen.

Trzy parlamentarne komisje śledcze w pośpiechu kończyły swoje prace. W orlenowskiej doszło do konfrontacji Wiesława Kaczmarka na wózku z Janem Kulczykiem na noszach. Pełnomocnik Kulczyka, sędziwy Jan Widacki, podtrzymywany przez dwóch aplikantów poprosił o przerwę. Po latach ociągania się i wahań Adam Michnik, korzystając z bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską przysługujących seniorom, złożył rewizytę Rywinowi. Nagranie pokazano w godzinach największej oglądalności.

Partie układały listy wyborcze. Na liście LPR znaleźli się sami Giertychowie. Kilka pokoleń. Nestor SLD i największy autorytet moralny tej partii Leszek Miller zażądał przeniesienia Włodzimierza Olejniczaka na ostatnie miejsce listy jako winnego zaniedbań i wypaczeń. W badaniach opinii publicznej faworytem wyborów prezydenckich był Cimoszewicz, który wycofał się z życia publicznego do domu starców. Cimoszewicz wyprzedzał w rankingach nawet polityków nieżyjących. Stowarzyszenie „Ordynacka” zmieniło nazwę na Stowarzyszenie „Powązkowska”, żeby być bliżej życia.

Telewizja publiczna, na ogólne żądanie publiczności, wyświetlała filmy o Klossie i czterech pancernych. Obudziłem się pełen optymizmu. Jesteśmy państwem stabilnym i żadne wstrząsy nam nie grożą. Możemy spać spokojnie.