Z przerażeniem obserwuję okrucieństwo, z jakim nowe kierownictwo SLD obchodzi się ze swoimi starcami plemiennymi, usiłując ich zesłać do Senatu.

Z podziwem patrzę, jak starcy się bronią, szczerząc zęby zjedzone na dwóch ustrojach. Obywatelom obserwującym tę samoobronę niszczonej Senatem godności musi się wydawać, że izba wyższa naszego parlamentu to coś w rodzaju IzbyHańby i Poniżenia. Ciemnica, lochy, z których słychać tylko płacz i zgrzytanie zębów. I jak tu głosować na Millera albo Oleksego czy Jaskiernię w wyborach do Senatu? Któryż wyborca będzie na tyle bezwzględny, aby skazywać ludzi, którzy położyli różne rzeczy, między innymi zasługi, na potępienie i szyderstwo.

Po tym festiwalu wzgardy wobec instytucji Senatu i mandatu senatora do języka polskiego powinno wejść nowe wyzwisko. Ty senatorze! Albo nawet senatorska twoja mać! Za nazwanie senatorem dorośli będą bili w mordę, a dzieci będą wołać z piaskownicy – mamo, on się przezywa. Jak cię nazwał? Senatorem? To kubełkiem go, nie daj sobie dmuchać w godność.

Swoją drogą, SLD wykazał się dalekowzrocznością i przenikliwością nie starając się, mimo zapowiedzi programowych i obietnic wyborczych, zlikwidować Senatu. Bo gdyby Senatu nie było, dopieroż byłby kłopot z tymi wszystkimi ekskarmazynami i byłymi baronami.

Nie byłoby ich dokąd odesłać. Musieliby zostać albo, co gorsza, wziąć się do jakiejś pracy zarobkowej. Pierwszy raz w życiu. Do klejenia torebek albo wyplatania koszyków. Podobno sprzedawanie „Wyborczej” na skrzyżowaniach to jest też niezła fucha. Adam Michnik, który namawiał Millera do Senatu, mógłby mu to załatwić.

Dla wszystkich tych mężów stanu, jak Dziewulski czy Jaskiernia, których SLD chce odesłać do Senatu jak do hospicjum, mam pocieszenie. Nie martwcie się. Nie traćcie nadziei. Macie szanse. Mogą was przecież nie wybrać. I to jest bardzo duża szansa, granicząca z pewnością.