Mamy w III Rzeczpospolitej tradycyjne rytuały przedwyborcze. Jednym z nich jest eksponowanie przez partie polityczne artystów i sportowców.

Krzysztof Cugowski będzie kandydował do Senatu z upoważnienia PiS. Jan Pietrzak być może również. Partię Demokratyczną wspierają Kora i Marek Kondrat. PSL chce, by jego kandydatem był trener Apoloniusz Tajner.

Drugim rytuałem jest wybrzydzanie na udział artystów w wyborach, szydzenie, traktowanie aktywizujących się politycznie ludzi sztuki jako protezy, na których chcą się wspierać utykające w badaniach opinii partie, albo przeciwnie, przypisywanie artystom podpierania się polityką dla odzyskania słabnącej popularności. Oto w radiu redaktor naczelny „Przeglądu” Jerzy Domański dowodzi, że udział w wyborach artystów jest przejawem lekceważenia wyborców. Mówi to eksponent partii, która w poprzednich wyborach wprowadziła do Sejmu nie tylko osławionego Florka, ale także kilku kryminalistów.

Proponuję trochę się opanować. Cugowski czy Kora, czy ktokolwiek inny z branży najpierw jest obywatelem RP, a dopiero potem piosenkarzem, aktorem, artystą. Nie ma na razie przepisów odbierających artystom, ze względu na wykonywany zawód, biernych i czynnych praw wyborczych. Nie ma zakazu posiadania przez nich poglądów politycznych i opinii na sprawy publiczne. Nie ma też zakazu ich prezentowania. Jeśli kogoś nie razi kandydowanie analfabetów albo ewidentnych idiotów, nie powinien się odzywać w sprawie artystów, nawet jeśli kandydują dla partii, której on nie popiera.

Zresztą, nie ma pewniaków. Jerzy Kryszak, złapany na radar, usiłował odwieść policjantów od mandatu na małpę, licząc na swoją popularność. Policjant popatrzył na niego ponuro i rzekł: panie Kryszak, nic z tego nie będzie. A wie pan, dlaczego? Bo ja pana nie lubię.

Z wyborcami jest dokładnie tak samo. Jednych lubią, innych nie i nikt dokładnie nie wie, dlaczego.