Nie jest to wydarzenie, które mogłoby wstrząsnąć fundamentami państwa albo zmienić bieg dziejów.

Złotówka z tego powodu nie osłabnie ani nie nastąpi krach na giełdzie. Rzecz jest interesująca, jak coraz więcej zdarzeń z naszego zwierzyńca politycznego, raczej od strony estetycznej. Mowa oczywiście o porzuceniu przez marszałka Tomasza Nałęcza komitetu wyborczego Marka Borowskiego i przejściu do obozu Włodzimierza Cimoszewicza. Piękny gest. Urodziwy.

Nie pierwszy to tak elegancki pasaż w długiej, politycznej karierze Nałęcza. Nie będę przypominał Ruchu 7 Lipca, a potem Unii Pracy i wykorzeniania z niej, na spółkę z Markiem Polem, Ryszarda Bugaja. To prehistoria. Ale niedawno Nałęcz zakładał z Borowskim SdPl, partię ludzi prawych na lewicy. Teraz widocznie Borowski nie jest dla Nałęcza dostatecznie prawy. Ma za niskie notowania w badaniach przedwyborczych.

Nie to co Cimoszewicz. Za Cimoszewiczem przemawia cnota szansy na zwycięstwo wyborcze i rozdawnictwo stanowisk. W kolejce do kancelaryjnych apanaży warto być w awangardzie.

W ten sposób esteta użytkowy Nałęcz stał się kolegą ludzi „Ordynackiej” promującej Cimoszewicza, takich jak Czarzasty i Kwiatkowski, o których do niedawna nie był najlepszego zdania. Ale jak wiadomo, tylko krowa nie zmienia poglądów. Teraz logika sytuacji sprawi zapewne, że pan marszałek Tomasz Nałęcz przeniesie się też z SdPl do SLD, gdzie będzie kolegą Nikolskiego i paru innych osób, o których wypowiadał się dość krytycznie i wzgardliwie. I może być w SLD niezwykle potrzebny, bo po pozbyciu się Oleksego ta partia będzie potrzebowała kogoś, kto gotów będzie dniem i nocą, we wszystkich programach radiowych i telewizyjnych gawędzić na okrągło na każdy temat. I zawsze słusznie. Nałęcz do tej roli nadaje się jak ulał.

Wypada tylko przestrzec wyborcę. Sprawy tak się ułożyły, że głosując na Cimoszewicza, będzie wybierać również Nałęcza. Lepiej się zastanówcie, czy nie ma ładniejszych rozwiązań.