Sejm kończy kadencję i z tej wzniosłej okazji każdy, kto może, a i kto nie może też, rzucił się recenzować odchodzący parlament.

Chciałem się i ja przyłączyć, ale po pierwsze nie lubię śpiewać w chórze, a po drugie po co się męczyć samemu, skoro mamy piękną, historyczną ocenę Sejmu, nadal aktualną, więc dowodzącą ciągłości dziejowej najważniejszej instytucji państwa i w dodatku tak trafną i barwną, że trudno o lepszą.

Marszałek Józef Piłsudski pisał o Sejmie RP 7 kwietnia 1929 roku:

„I gdy pomyślę, co może prowadzić ludzi do tego rodzaju znikczemnienia, to nie mogę nie powiedzieć, że usprawiedliwić i wyjaśnić to znikczemnienie może jedynie przyzwyczajenie do w ogóle nikczemności zwyczajów i obyczajów sejmu w Polsce. W tych zwyczajach i obyczajach leży wychowanie posła w sposób najbardziej nieprzyzwoity, najbardziej hultajski, jaki sobie wyobrazić można, gdyż główna myśl i główne staranie tych panów jest zawsze o utrzymanie zupełnej bezkarności posła za wszystkie jego czynności, chociażby najbardziej nieprzyzwoite i najbardziej sprzeczne z najelementarniejszym poczuciem honoru. (…) Posłowie wychowywali się w korupcji, tak dalece sięgającej i tak często uprawianej, że głos posła kosztował niekiedy nie więcej, jak 50 złotych. (…) W sposobie zachowania się wychowywanych w „moral insanity” panach jest coś tak bezczelnego i tak ściemniałego pod względem umysłu, gdyż nawet idiotyzm jest bezkarny – a nieszczęsna Polska i to szanować musi – że każdy cokolwiek rozumny człowiek z trudem wytrzymuje to towarzystwo, gdy wymagają od niego, żeby szanował głupstwa, chociażby pluł sobie potem w oczy, żeby milczał, gdy go obrażają i lizał ich zafajdane ubranie. Do tego doprowadziło to gwałtowne staranie o bezkarność za wszelką zbrodnię, do tego prowadziło czynienie z sejmu związku zawodowego ludzi chorych na fajdanitis poslinis”.

Nic dodać, nic ująć. Mamy to wszystko, o czym pisał marszałek Piłsudski, tylko Piłsudskiego nie mamy. Owszem, marszałków ci u nas dostatek, jest Cimoszewicz, jest Nałęcz, jest Pastusiak, nawet Lepper był przez jakiś czas marszałkiem, ale to jednak nie to samo. Fajdanitis jest, poslinis też, ale nie ma nikogo, kto by to powiedział głośno.