Jaśnie wielmożni i szlachetni Towarzysze, zwracam się do Was z pokorną prośbą o wpisanie mnie na listę klasyków nauk społecznych, ze szczególnym uwzględnieniem socjotechniki obok takich czcigodnych Antenatów, jak Lenin, Andropow, Wanda Odolska, Jerzy Wiatr i Jerzy Urban.

Prośbę swoją nieskromną motywuję tym, że jestem autorem dzieła zatytułowanego „Babilon”, drukowanego w odcinkach w ukazującym się w Londynie „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”w roku 1983. W proroczym natchnieniu przewidziałem, choć nie ze szczegółami, co przyznaję z bólem, kierunek rozwoju polskiego ruchu robotniczego, a zwłaszcza jego awangardy, Waszej nieposkromionej Partii. Opisywałem w tym opusie fundamentalnym pojawienie się na gmachu KC PZPR ognistego napisu Mane, Thekel, Fares i jego skutki. Ponieważ napis nie dał się ani usunąć, ani zamalować, ani zasłonić, kierownicze gremia partii podjęły decyzję, aby przyjąć te trzy słowa za hasło partii, wpisać je do statutu i wydrukować pod nagłówkiem gazet partyjnych obok wezwania do proletariuszy wszystkich krajów, aby się łączyli.

Ja wiem, że nie wszystko się zgadza, ale przecież mechanizm opisałem zupełnie prawidłowo. Posłużenie się przez Was, łaskawi Towarzysze, Postulatami Gdańskimi w kampanii wyborczej tojest dokładnie to samo. To jest przecież coś więcej niż churchillowskie: If you can’t beat them, join them (jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich). To jest wypisanie haseł wroga na własnych sztandarach i walenie go po głowie drzewcami. Gdybyście sobie, Towarzysze, wykalkulowali, że Wam się to opłaca, śpiewalibyście dziś na wiecach wyborczych „Janek Wiśniewski padł”. Ja ten trick przewidziałem 22 lata temu i dlatego należy mi się tytuł Pierwszego Klasyka Postkomunizmu.

Z góry dziękując za pomyślne załatwienie mojej słusznej prośby, łączę stosowne wyrazy i powtarzam je po kilka razy. A co tam, też nie będę Wam żałował.