Kampania wyborcza to taki sam marketing jak każdy inny. Trzeba sprzedać kandydata lub partię tak jak proszek do prania albo papier toaletowy. W obu dziedzinach marketingu, komercyjnej i politycznej, Polacy mają piękne osiągnięcia. Przypomnijmy sobie historyczne slogany wyborcze: Chcesz głodować, idź głosować,Kiełbasę chcesz jeść z bułką, idź głosować za Gomułką.

Z tegorocznych sloganów wyborczych, najbardziej spodobało mi się hasło Włodzimierza Cimoszewicza. Niech połączy nas Polska. Ileż tu skojarzeń. Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się przez Polskę. Co Polska połączy, niech Bóg nie rozłączy. Łącz się w pary, pókiś nie za stary. Niech połączy nas Polska przez centralę. Za 3,48 złotego za minutę plus VAT. Polska nas łączy, demokracja dzieli, czas, żebyśmy to wszyscy zrozumieli.

Kandydat Cimoszewicz rozwinął twórczo swoje hasło, głosząc, że Polacy razem i zgodnie potrafią dokonywać rzeczy niemożliwych, więc powinni się łączyć wokół niegoi dokonywać. Jest to taka nowa, w wersji light, edycja jedności moralno-politycznej narodu. Cimoszewicz powinien być konsekwentny i skoro wtedy budował wspólnie z Gierkiem drugą Polskę, to teraz mógłby połączyć się z Kaczyńskimi w budowaniu IV Rzeczypospolitej. Niezgoda rujnuje, zgoda buduje.

Porwany hasłem Cimoszewicza łączę się na razie w bólu z szefową jego komitetu wyborczego Jolantą Kwaśniewską, której serce krwawi. Skrwawione serce zdeptane w tłumie, chryzantemy złociste i ostatnia niedziela, brylantyna i woda fryzjerska. Beau monde. Jak ślicznie. Ordynat Michorowski w takiej atmosferze z pewnością połączyłby się ze Stefcią. I z Polską też.