Mamy czas apeli i wezwań.

Z okazji 25-lecia „Solidarności” Lech Wałęsa zaapelował do świata, aby stawił czoła wyzwaniom globalizacji przez wychowanie nowego człowieka. Człowieka sumienia. Jest to dobra wiadomość dla pisarzy, zwłaszcza tych, którzy nie mogą przeboleć utraty pozycji, jaką mieli w PRL. Znów jest szansa na odzyskanie stanowiska inżynierów dusz ludzkich.

Kilka osób równie niezadowolonych z dzisiejszej Polski jak pisarze, których nikt nie chce wydawać, z mecenasem Olszewskim i Antonim Maciarewiczem na czele, zaapelowało z kolei do Polaków o odebranie Polski postkomunistom i ich agenturze. Wydanie i opublikowanie apelu było możliwe dzięki stosunkom w kraju, wywalczonym przez Lecha Wałęsę i resztę agentury postkomunistycznej. Przekazanie Polski jedynym sprawiedliwym, Macierewiczowi i Olszewskiemu, raz na zawsze położy kres uchwalaniuapeli i ich publikacji. Będą możliwe tylko listy dziękczynne i adresy hołdownicze.

Bezpartyjny kandydat na prezydenta, Włodzimierz Cimoszewicz z SLD apeluje natomiast niestrudzenie o jedność Polaków, zgodnie z tradycyjnym zawołaniem: trzymajmy się kupy, bo kupy nikt nie ruszy. Ten szlachetny apel przynosi jednak mizerne skutki. Na razie udało się Cimoszewiczowi zjednoczyć z Nałęczem. Poza tym Polacy coraz bardziej się dzielą. Nawet lewica się dzieli, między innymi na apelujących i tych, którym od apeli bardziej potrzebna jest apelacja.

Niedoszła kandydatka na prezydentkę Maria Szyszkowska pożaliła się w telewizji, że do wymaganych 100 tysięcy podpisów zabrakło jej kilku z powodu zdrady. Z obozu Szyszkowskiej zrejterowali geje, zostawiając ją tylko z lesbijkami. Na nikogo w dobie podziałów nie można już liczyć. Orientacja seksualna jest równie zawodna jak polityczna. Geje nawet kobiecie nie okazali wierności. Nie wiadomo tylko, do kogo odeszli od Szyszkowskiej. Raczej nie do Henryki Bochniarz. Pewnie do Giertycha, bo jest mimo wszystko bardziej męski.

Czasy mamy dość wesołe i apeluję, żeby tego nie popsuć powagą.