Coraz częściej wraca do mnie melancholijnie fraza z „Martwych dusz” Mikołaja Gogola: „Jeden tam tylko jest porządny człowiek -prokurator, ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”.

To było dawno. Carska Rosja, złote ruble, czyli świnki, Ochrana, czyny (rangi) i ordery św. Anny i św. Włodzimierza. Teraz mamy III Rzeczpospolitą i co się zmieniło? Nie ma złotych świnek. Ale, „prawdę mówiąc, świnie” – pozostały.

To, co się dzieje w prokuraturze, wystarczyłoby nie tylko na solidną farsę, ale nawet na cały serial telewizyjny. Ileż już było w tej sztuce aktów. Czy ktoś jeszcze pamięta niezwykłe przygody i zadziwiające wypowiedzi prokuratora Kapusty? Jeszcze nie umilkła owacja audytorium po scenie z prokuratorem Kauczem, a już niezawodny inscenizator, minister prokurator generalny Kalwas wprowadził na proscenium prokuratora Nocunia z bagażem PRL-owskich zbrodni i całkiem współczesnymi komputerami przedsiębiorcy Kluski.

Trwały wciąż wzgardliwie przyjęte, bo przecież głosy z galerii się nie liczą, protesty ofiar, a już zaserwowano nam kolejne zaciśnięcie węzła dramatycznego na szyi prokuratora krajowego Karola Napierskiego. Pan Napierski, na co znalazły się dokumenty, w odpowiedzi na skargę opozycjonistki pobitej przez czterech drabów z SB to ją oskarżył o napad. Piękna retrospekcja, filigranowa kobieta napędzana kartkami na wołowe z kością i podziemną bibułą tłucze bezlitośnie osiłków osłabionych posiłkami w stołówce MSW. Taka siostra Karamazow, żeby pozostać w kręgu literatury rosyjskiej. Jeszcze dziś łzy się cisną do ócz, jak zapewne wtedy prokuratorowi Napierskiemu.

Ja rozumiem, wtedy był inny teatr, inny reżyser i grano inną sztukę. To dlaczego obsada została do dziś ta sama? Potrzeba nam Gogoli i Szczedrinów, ale jeszcze bardziej potrzebny nam jest remont tego teatru lalek i wietrzenie. Trzeba powyrzucać te kukły z dawnych czasów, poprzecinać sznurki marionetek. Stać nas chyba w wolnej Polsce, żeby przynajmniej prokurator nie był, jak za Gogola, prawdę mówiąc, świnią.