Uczyć się od Schrödera, to uczyć się zwyciężać. Przewodniczący SLD Wojciech Olejniczak złożył wczoraj byłemu kanclerzowi Niemiec gratulacje z powodu wspaniałego zwycięstwa w wyborach. Olejniczak jest drugim, obok samego Schrödera, człowiekiem w Europie, który jest przekonany, że 34 procent to więcej niż 35 procent.

Mediom polskim pan przewodniczący zarzucił, że fałszywie przedstawiają rezultaty wyborów w Niemczech oraz możliwe wyniki polskich wyborów, w których wykluczają zwycięstwo SLD. Olejniczak ma rację, gdyby nie media, Polacy byliby nadal przekonani, że rządzi nimi Jaruzelski i że już widać światło w tunelu.

Całe wystąpienie Olejniczaka o wyborach przypomniało mi proces byłego burmistrza Drezna, późniejszego premiera NRD, oskarżonego o sfałszowanie wyborów. Modrow powołał na eksperta wschodnioniemieckiego profesora prawa o ładnym nazwisku Sorgenicht (dosłownie: nie martw się), który oświadczył, że prawdziwie wolne i demokratyczne wybory są wtedy, gdy wygrywa lewica, a kiedy lud jest niesforny, trzeba pomóc demokracji. Sorgenicht uczył się demokracji w III Rzeszy, w ZSRR i w NRD, Olejniczak jest od niego o dwa, może nawet trzy pokolenia młodszy, a sposób myślenia mają taki sam. Co to jednak znaczy dobra profesura.

Olejniczak rozprawił się też z Tuskiem, jak jego poprzednicy ze stonką ziemniaczaną i coca-colą. Najpierw oburzył się, że Tusk ma zamiar obniżyć emerytury dla funkcjonariuszy SB, a przecież, jako polityk pragmatyczny mógł zapowiedzieć, że jeśli on, Olejniczak, dojdzie do władzy, emerytury te podniesie. Byłby to program pozytywny, obietnica, w której realizację wszyscy by uwierzyli, i powód do masowego głosowania na SLD wszystkich Polaków, zwłaszcza tych, którzy nie byli funkcjonariuszami. Straszenie krwawym Tuskiem skończyło się wyrażeniem przez Olejniczaka nadziei, że po wyborach Tusk wtrąci go do więzienia. Widocznie Olejniczakowi palma odbiła, oczywiście męczeńska.

Ja to już dawno przewidziałem kandydatów na męczenników uganiających się po Polsce za lwami i oprawcami. Olejniczak jest pierwszy, jeśli nie liczyć Kwaśniewskiej ze skrwawionym sercem.