To, że ludzie – politycy to też ludzie – uczestniczący w publicznych, telewizyjnych dyskusjach mówią wszyscy naraz, przerywając sobie wzajemnie i przekrzykując się dla wymuszenia pierwszeństwa, to nawet dobrze. Dzięki temu nikogo z nich dobrze nie słychać i publiczność nie rozumie, o co chodzi. Gdyby dyskusja odbywała się z przestrzeganiem zasad dobrego wychowania, a publiczność mogła rozeznać, kto mówi i co mówi, mogłaby się zniechęcić i do tych dyskutantów, i do polityki w ogóle. A tak widzowie słysząc najczęściej frazy – ja panu nie przerywałem, czy mogę dokończyć?, pani redaktor, ja mogę wyjść oraz wezwania o trochę kultury bawią się świetnie, idą spać odprężeni i nie dręczą ich w nocy koszmary zrealizowanych, jedynie słusznych wizji.

Bardzo dobry obyczaj, ale skoro o odrobinie kultury mowa, to pojawił się przy okazji takich dyskusji obyczaj nowy, już mniej zabawny – niepodawania rąk adwersarzom. Siada taki dyskutant uważający się za Koronę Stworzenia i Miarę Wszechrzeczy wśród innych, gada i pytluje do swoich współdyskutantów, a potem wyniośle nie podaje im ręki. Pokazuje, jak bardzo nimi gardzi. No to, po co w ogóle zgodził się przebywać w ich towarzystwie. Trzeba było siedzieć w domu, a nie postponować się po ekranach tv z podludźmi, nie zasługującymi na uścisk dłoni.

Bokserzy podają sobie ręce przed walką, a po walce ten, który dostał w zęby i został wyliczony ściska tego, który mu przywalił. Średniowieczni rycerze całowali się przed turniejowym pojedynkiem, a zwycięzca często podrzynał gardło pokonanemu, żeby się nie męczył. Stąd sztylet nazywał się mizerykordia. Australijscy buszmeni ze szczepu Walbiri nie tyko ściskają ręce innym Aborygenom, ale na znak zaufania i szacunku także inne części ciała.

Ba, powie ktoś, dzikusy. Nie jestem pewien, kto tu jest dzikusem. Dla mnie dość barbarzyński jest zwyczaj dyskwalifikowania tych, z czyimi poglądami się nie zgadzamy, czyich sądów nie podzielamy jako ludzi godnych, wobec których obowiązywać powinny normy kultury i dobrego obyczaju. Chamstwo nie jest najlepszym narzędziem polityki. Zaczniemy od niepodawania rąk, a skończymy na okładaniu się po gębach.