Stowarzyszenie „Reporterzy bez granic” opublikowało aktualny ranking państw świata, jeżeli chodzi o stopień wolności mediów. Polska na tej liście spadła w porównaniu z poprzednimi notowaniami o 20 miejsc i wylądowała na 53. pozycji, wspólnie z Mozambikiem. Marnym pocieszeniem jest to, że także Stany Zjednoczone straciły ponad 20 miejsc i są teraz na 44. pozycji. Podobnie jak Kanada (21) i Francja (30). Przed Polskąsą takie potęgi demokratyczne, jak Benin, Mali, Namibia, Boliwia, Mongolia i El Salwador.

Nasz upadek zawdzięczamy jednej osobie. Za dławienie wolności prasy „Reporterzy bez granic” uznali wytoczenie Urbanowi procesu o znieważenie Jana Pawła II oraz skonfiskowanie twardego dysku komputera, co miało mu uniemożliwić na wiele miesięcy pracę. Nie wiem, skąd „Reporterzy bez granic” czerpali swoje informacje, przypuszczam, że z raportów polskich „bezgranicznych reporterów”, ale jeżeli mnie pamięć nie myli, Urban dobrowolnie oddał rzekomo kupiony na bazarze twardy dysk z komputera ukradzionego w MSZ. Bez tego dysku Urban i jego „Nie” znakomicie dawali sobie radę. Jeśli cały ranking jest utworzony na podstawie taksamo wiarygodnych informacji, to w rankingu rzetelności „Reporterzy bez granic” powinni zajmować jedno z ostatnich miejsc.

Z obecnej listy wynika, że największym zagrożeniem dla wolności prasy w Polsce jest Jerzy Urban. Gdyby nie było Urbana, Polska lokowałaby się w czołówce, obok państw skandynawskich. A tak nie może rywalizować nawet z Mongolią. Stanowczo należałoby dla poprawienia opinii o Polsce wśród reporterów bez granic przyzwoitości nakłonić Urbana do przeniesienia się do kraju, w którym swoboda jest tak doskonała, że do wolnego dziennikarstwa zalicza się też handel kradzioną elektroniką. Polecam osobiście Boliwię, pod warunkiem że nie słyszeli tam jeszcze o Urbanie i go wpuszczą.