Na pytanie, co tam, panie, nowego w polityce? – w III Rzeczypospolitej można odpowiadać nieodmiennie – Balcerowicz musi odejść.

Jest to właściwie pomnik dla Leszka Balcerowicza, który dorównał Władysławowi Grabskiemu, twórcy przedwojennej reformy walutowej. Grabskiego też wszyscy obwiniali o wszystkie możliwe nieszczęścia wynikające z likwidacji liczonej na miliardy marki polskiej. Nawet w literaturze pięknej, nawet u Singera można znaleźć westchnienia osób rzekomo zrujnowanych przez Grabskiego. Balcerowicz do literatury jeszcze nie trafił, ale jest na dobrej drodze.

Lech Kaczyński zapowiada teraz pozbycie się Balcerowicza, likwidację Rady Polityki Pieniężnej i zobowiązanie NBP do aktywnego wspierania polityki rządu. Ekspert ekonomiczny PiS Cezary Mech zamierza zwalczać bezrobocie przez wzrost inflacji. Nawiasem mówiąc, zgadzam się z nim, jeśli chodzi o wstrzemięźliwość wobec wejścia do strefy euro. Mamy do sfinansowania własny deficyt i nie ma dobrego powodu, dla którego mielibyśmy współfinansować deficyty budżetowe Niemiec i Francji.

Natomiast ekspansywna polityka finansowa, wiadomo to z doświadczeń innych, raczej nie doprowadzi do zmniejszenia bezrobocia, które ma charakter strukturalny. Wzrost zatrudnienia przez stymulowaną inflację jest keynesowskim złudzeniem. Trzeba walczyć z prawdziwymi przyczynami bezrobocia, to jest kalekim systemem socjalnym i podatkowym. RPP i NBP – z Balcerowiczem czy bez – mają tylko jeden obowiązek. Ochronę stabilności waluty. Stabilność pieniądza jest przecież najdoskonalszym rodzajem polityki społecznej i prorodzinnej. Jak się zacznie drukować pieniądze bez opamiętania w celach rozdawniczych, skończy się tym, że państwo nie będzie w końcu miało na papier i farbę.

Poza tym nie idziemy na wojnę, żeby militaryzować niezależny bank emisyjny.