Nie za górami, nie za lasami, nie za siedmioma dolinami, tylko tuż obok żył-był ubogi rybak ze swoją babą, która też była uboga.

Oboje pochodzili z rodzin od pokoleń biednych i nieszczęśliwych, w których synowie dziedziczyli biedę po ojcach, a córki po matkach. Chatkę mieli murowaną, ale zrujnowaną, szaty nie bogate, tylko łaciate, sami byli jeszcze młodzi, ale już chorzy. Pewnego ranka baba wyciągnęła rybaka spod pierzyny i mówi: idź, złów rybę, bo nie mam co do garnka włożyć. Poskrobał się rybak w głowę i poszedł, ale niechętnie. Zarzucił sieć i wyciągnął pustą. Zarzucił drugi raz, znów pusta. Zarzucił trzeci i wyciągnął dwie złote rybki. Już się ucieszył, że będzie zupa rybna i ryba w galarecie, kiedy jedna rybka odezwała się ludzkim głosem: – Wypuść mnie, to spełnię twoje życzenie. A druga na to: – Nie, raczej mnie wypuść, spełnię dwa życzenia. Dobrze jest, pomyślał rybak, jedną wypuszczę, a drugą zjem. Tylko którą?

A tu rybki zaczęły się licytować. Jedna obiecywała rybakowi, że będzie bogaty, druga, że będzie zdrowy. Pierwsza, że będzie piękny, druga, że będzie mądry. Jedna, że będzie księciem, a druga, że admirałem. – Zaraz, zaraz, moje rybki – rzekł rybak – ale ja nie mam do was zaufania. Łońskiego roku był tu urzędnik z miasta, złowił na wędkę złotą rybkę, wypuścił, i co? Nadal jest urzędnikiem. – To mnie złowił – przyznała jedna z rybek. Miał życzenie, żeby nigdy nie musiał pracować i co? Dalej jest urzędnikiem i dalej nie musi. – Jak sobie zażyczysz być nadal ubogim rybakiem, to będziesz. Wolna wola. A u mnie będziesz armatorem floty rybackiej – zakrzyknęła druga rybka. I znów zaczęły się przerzucać obietnicami, aż rybaka z tego wszystkiego rozbolała głowa.

- Spokój! – wrzasnął. – Cisza wyborcza! I zaczął się zastanawiać, którą rybkę wypuścić za spełnienie życzeń, a którą zjeść, żeby spełniło się życzenie tej drugiej. I tak siedzieli na łódce, rybak z dwiema złotymi rybkami, od czasu do czasu tylko wylewając wodę, bo łódź była dziurawa. A jeśli nie umarli, to żyją do dziś, czego wszystkim życzę.