Jeszcze prezydent Lech Kaczyński nie został zaprzysiężony i nie rozpoczął urzędowania, jeszcze nie powstała koalicja PiS i Platformy, jeszcze nie ma rządu, choć mamy dwóch premierów, dymisjonata i desygnata, a już niektóre media, osobistości i autorytety ogłosiły stan klęski.

Według nich wszystko ma się skończyć źle, a nawet jeszcze gorzej. Czarne chmury gromadzą się nad Polską. Pesymiści twierdzą, że następne wybory odbędą się za półtora roku, optymiści – że za rok. Im gorzej, tym lepiej. Można odnieść wrażenie, że prezydent Kaczyński ogłosi 1 stycznia stan wojenny i mianuje Leppera komisarzem generalnym. Wystąpimy z Unii Europejskiej, a jedyną dozwoloną rozrywką będzie odmawianie różańca.

Wszystko dlatego, że Polacy w większości głosowali wbrew nadziejom i wskazaniom grupki publicystów. Znowu naród zawiódł zaufanie elity, więc nie ma innego wyjścia: trzeba naród rozwiązać i wybrać sobie nowy.

Biada ci, Ilium, miasto starego Priama. Nadchodzi dies irae, calamitas. Kiedy słucham tego wszystkiego, kiedy czytam prognozy pisane żółcią i cykutą, wyobrażam sobie ten spazm szczęścia, jakim zachłysną się autorzy, gdy Polska rzeczywiście poniesie klęskę. Jest w tym wszystkim jakaś niebywała skłonność do perwersji politycznej i narodowego masochizmu. Jeszcze rozumiem prezydenta Kwaśniewskiego, kiedy mówi, że bez niego wszystko potoczy sięjak najgorzej. Ludzie lubią być najlepsi i niezastąpieni. Ale przekreślanie przyszłości kraju, przyszłości każdego z nas z osobna, strachy na Lachy dla potrzeb taniej agitacji i propagandy są obrzydliwe.

Lech Kaczyński nie był moim faworytem, ale czy to znaczy, że mam życzyć jemu, rządowi, a razem z nimi i Polsce wszystkiego najgorszego? Zamawianiem i zaklęciami, biciem w dzwony na trwogę nie zmieni się rzeczywistości. Nakłuwanie Kaczyńskich szpilkami jak w rytuale wudu w niczym nie pomoże ani gospodarce, ani państwu. Naród wypowiedział się w wolnych wyborach i teraz trzeba jego wybrańcom dać szansę. Będzie jeszcze czas krytykować ich i zwalczać za to, co naprawdę zrobią, a nie za intencje, które się im przypisuje z wyraźnie widoczną złą wolą. Jeśli się wymaga przyzwoitości od polityków, trzeba dać przykład.