Wielki socjolog niemiecki Karl Mannheim w swojej książce „Człowiek i społeczeństwo w dobie przebudowy” przedstawił typologię ludzkich zachowań wynikających ze stosunku do życia i świata. Jednym z charakterystycznych typów Mannheima są Ludzie Zabawy, kategoria osób, które nigdy nie wyrosły z kręgu dziecięcych albo młodzieżowych grup rówieśniczych, dla których całe życie jest grą i rywalizacją w płataniu figli innym. Z tej kategorii, według Mannheima, biorą się najczęściej politycy.

Obserwacja tego, co się dzieje w powyborczej Polsce, potwierdza przenikliwość wielkiego socjologa. Czyż nie wróciliśmy na podwórko z lat dzieciństwa, kiedy ustalało się skład dwóch drużyn mających kopać szmaciankę? Każdy chciał grać w ataku, na obronę odsyłano największych patałachów, którzy czuli się skrzywdzeni i poniżeni, nikt nie chciał stać na bramce. I albo wszystko kończyło się bijatyką, albo część szła na inne podwórko i tam wszystko zaczynało się od nowa, albo po prostu właściciel piłki obrażał się, zabierał ją pod pachę i szedł do domu.

Dokładnie to samo mamy teraz w Sejmie i rozmowach koalicyjnych. Nie można nawet zacząć meczu. Wszyscy deklamują o programach i różnicach programowych, o równowadze, a przecież gołym okiem widać i gołym uchem słychać, że najważniejsze są urażone ambicje osobiste. Zabierają piłkę i idą do domu. Jak dzieci. I to nie jest koniec zabawy, to dopiero początek. Jesteśmy niby przyzwyczajeni do rządów mniejszościowych, bo mamy za sobą AWS i rząd Belki, o którym nikt nawet nie wiedział, że istnieje. Ale to było na koniec kadencji, a nie na początku. Teraz grozi nam od pierwszego dnia słaby rząd, i w polityce wewnętrznej, i zagranicznej. Ubolewamy, że za mało świat liczy się z Polską, no to teraz będzie ją już kompletnie lekceważył. Odpowiedzialność spadnie na zacietrzewione i uparte dzieciaki w długich spodniach, dla których zabawa w moje na wierzchu ważniejsza jest od Polski.

Nie jestem politykiem, bo nie jestem człowiekiem zabawy. Jestem człowiekiem zabawnym, a przynajmniej się staram, ale mimo to potrafię odróżnić interes kraju i obowiązki wobec państwa od felietonu. U nas politycy bawią się, wygłaszając felietony, ale wcale nie są zabawni. Są ponurzy, jak rozkapryszone bachory.