Czeski kryminał i polska polityka. Nikt nic nie wie.

Jestem akurat w podróży, nieodległej, bo do Krakowa, gdzie jest zupełnie jak w Warszawie. Nikt niczego nie wie i nikt niczego nie rozumie. Nie tylko profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale nawet taksówkarze. A to już powinien być sygnał alarmowy dla polityków. Rozeszli się ze społeczeństwem tak bardzo, że ponowne spotkanie jest coraz mniej prawdopodobne. Może się okazać, że się skończą, zanim się jeszcze zaczęli.

W polityce są rozmaite sposoby popełniania samobójstwa. Można mieć kochankę i wywołać skandal obyczajowy, można się skorumpować tak niezręcznie, że sprawa wyjdzie na jaw. Można, bez zważania na interes osobisty, podjąć bardzo niepopularną, ale konieczną decyzję i żywić się nadzieją, że historia osądzi sprawiedliwie. Ale popełnianie zbiorowego samobójstwa przez zaniechanie politycznych rozstrzygnięć, przez bezczynność owiniętą w biadolenie jest zupełnie nowatorskie.

Człowiekiem, który budzi dziś w Polsce, a przynajmniej w Krakowie, ale podejrzewam, że i gdzie indziej, największą życzliwość, jest premier bez rządu Kazimierz Marcinkiewicz. Premier budzi powszechną sympatię swoim spokojem, rzeczowością i optymizmem. Jest istotnierzadkim zjawiskiem na naszej politycznej arenie – nie scenie przecież – bo nie ma w nim ani trochę histerii, ani grama skłonności do patosu. Budzi też współczucie, bo został postawiony przez partnera, z którym toczył trudne, ale dobrze się zapowiadające rokowania koalicyjne, przy pewnym udziale przywódców własnej partii, w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Partner go nie chce, on nie chce współpracy z tymi, którzy się sami narzucają.

Wpuszczenie do rządu Leppera i jego ludzi być może nie skończyłoby się dramatem, ale na pewno groteską, po której bylibyśmy ośmieszeni jako państwo błazeńskie. Biedny Marcinkiewicz tkwi w tym wszystkim jak w bajorze, a jedyną pomoc oferuje mu prezydent Kwaśniewski, chcąc rozpisywać nowe wybory już w styczniu. Chyba z nadzieją, że tym razem wygra SLD. Ale to złudna nadzieja, bo poirytowani odejściem polityków od racjonalizmu w krainę histerii Polacy mogą wybrać krzykaczy z Samoobrony albo demagogów narodowych z LPR. Pytanie do prezydenta Kwaśniewskiego: kto w takiej konfiguracji stanie pierwszy przed Trybunałem Stanu?

Nie wiem, do którego świętego należy się modlić o przywrócenie rozumu, ale żarliwy paciorek w Sejmie bardzo by się przydał.

PS Lenistwo jest straszną przywarą. Słusznie zwrócił mi uwagę jeden z czytelników, że określenie Floriana Znanieckiego (Ludzie Zabawy) przypisałem Mannheimowi. To przez lenistwo. Nie chciało mi się podejść do półki z książkami, gdzie Mannheim i Znaniecki stoją w zgodzie obok siebie. Przepraszam – mr.