Dotychczas było tak, że za treść listu odpowiadał autor, a nie adresat. Przestępca mógł napisać list do arcybiskupa, arcybiskup mógł nawet złoczyńcy uprzejmie odpowiedzieć i nie stawał się przez to podejrzanym o uczestnictwo w szajce. Nikt go też nie wzywał, aby na przyszłość zrobił wszystko, żeby kryminaliści nie pisali do niego nawet życzeń świątecznych. Ale to było w sielankowych czasach, w których Polską nie rządziło Prawo i Sprawiedliwość, a domaganie się od członków władz państwowych tłumaczenia z osobistego biesiadowania z Ałganowem uważane było za akt barbarzyństwa.

A teraz było tak. Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” podał informację, że PiS przekazało serdeczne pozdrowienia uczestnikom zjazdu europejskich partii prawicy. „Gazeta Wyborcza” powtórzyła tę wiadomość, choć sprawdzenie jej prawdziwości nie było trudne, dodając od siebie, że populistów pozdrowił osobiście premier Kazimierz Marcinkiewicz. Potem okazało się, że organizatorzy zjazdu usiłowali zaprosić do udziału jednego z eurodeputowanych PiS, którego asystentka zakończyła list z odmową rutynowym sformułowaniem grzecznościowym zamiast tradycyjnego: „walcie się” albo „na drzewo”, co pozwoliłoby uniknąć afery.

Jacek Pawlicki w tekście „Zbyt łatwa pokusa „Spiegla”" w sobotniej „Gazecie” wyjaśnił towszystko, nawet przeprosił, ale dodał na zakończenie, że jest zastanawiające, dlaczego PiS interesują się skrajna prawica i nacjonaliści.

No właśnie, musi być jakiś powód, dla którego skrajna prawica usiłuje zapraszać na swój zjazd posła PiS do PE. Być może czyta nie tylko „Spiegla”, ale nawet „Gazetę Wyborczą”, i uwierzyła, że od paru tygodni ustrojem politycznym w Polsce jest faszyzm. Tak więc to nie Marcinkiewicz, jak życzy sobie Pawlicki, lecz polskie media powinny wybić z głowy zachodnim nacjonalistom polski faszyzm. Ale tego się raczej nie da zrobić. Idzie to w odwrotną stronę. Rząd będzie oskarżany o wszystko, co najgorsze, łącznie ze śniegiem i mrozem. Jeśli nie wiadomo jeszcze, kto odpowiada za ptasią grypę, to moim faworytem jest Marcinkiewicz. „Gazety Wyborczej” chyba też.